Jaworzno w rewolucji krakowskiej 1846 roku

Obchodzona niedawno rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja (pierwsza w Europie, druga na świecie), oraz zestawienie wydarzeń powstańczych z okresu ponad stu dwudziestu lat zaborów, uświadamiają nam, że nasz naród posiada w sobie składnik dziejowej alternatywy. Zanim do europejskiego „mainstreamu” powstańczego – znanego z podręczników szkolnych głównie z wojen napoleońskich i Wiosny Ludów 1848 roku – pojęcie rewolucji zagościło na stałe, w historii naszego narodu zapisało się już kilka takich wydarzeń. Jednym z nich, rozgrywającym się bezpośrednio również w najbliższej nam okolicy dzisiejszego Jaworzna, było…

Powstanie krakowskie z 1846 roku

Po upadku powstania listopadowego, głównym ośrodkiem konspiracyjnym na ziemiach polskich stał się Kraków. Stolica utworzonego uchwałą Kongresu Wiedeńskiego państewka – Rzeczypospolitej Krakowskiej – z uwagi na częściową autonomię, okazała się świetnym refugium dla ukrywających się uczestników nieudanych powstań. W granice państwa skutecznie wkradali się emisariusze zagranicznych towarzystw niepodległościowych, którym z czasem udało się powołać w granicach Wolnego Miasta projekt zrywu niepodległościowego. Przebieg planowanego buntu, jak i kierownictwo nad nim, bombardowane były jednak przez różnicę poglądów oraz samolubne aspiracje poszczególnych przedstawicieli konspiracji. Sytuacji nie poprawiał fakt dość obscenicznego obnoszenia się ze swoimi wywrotowymi poglądami, oraz nierozważne dyskusje w pełnych zaborczych „czujek” publicznych kawiarniach. Mimo trudności, ustalono jednak ostatecznie – powstanie wybuchnie w nocy z 20 na 21 lutego 1846 roku!

Władze austriackie od dłuższego czasu podejrzewały mieszkańców Krakowa o dążenia rewolucyjne. Profilaktycznie złamano więc chwiejną odrębność granic Wolnego Miasta. Na dzień przed planowanym powstaniem, na ulice dawnej stolicy Polski wkroczyły wojska austriackie pod dowództwem generała Collina. Oddziały skutecznie rozprawiały się z pojedynczymi, uciążliwymi grupami powstańców. Pierwsze ataki na interweniujący w mieście garnizon, przeprowadzono w sposób chaotyczny i niezorganizowany. Wszystko wskazywało na to, że impet rozruchów zostanie stłumiony w zarodku. Jednak ku zaskoczeniu mieszkańców – z których nie wszyscy przychylnie odnosili się do rewolucji – wojsko austriackie, wraz z rezydentami państw zaborczych, wycofało się 23 lutego z granic Krakowa na przygraniczne wtedy Podgórze. Odpowiedzialnymi za niespodziewaną sytuację były meldunki o domniemanej grupie powstańczej, która od strony zachodnich miejscowości, kilkutysięczną armią maszerowała w kierunku Krakowa. Ten „fake news” był wynikiem kumulacji wyolbrzymionych sprawozdań, będących próbą wytłumaczenia dezercji przez żołnierzy uciekających z położonych w kierunku Przemszy posterunków. Wieści wywołały popłoch w szeregach Austriaków, którzy wkrótce zaczęli wycofywać się dalej w kierunku Wadowic. Generał Collin – weteran wojen napoleońskich – do końca życia był wyszydzany za ten nieuzasadniony odwrót.

Akcja powstańcza na terenie Jaworzna

W czasie gdy ulice Krakowa raz to rozpalały się, raz gasły niepodległościowym płomieniem, pozostałe gminy Wolnego Miasta o wiele skuteczniej poradziły sobie z niechcianym wpływem zaborczym. Jednym z głównych zarzewi powstania krakowskiego na terenie Wolnego Miasta Krakowa było Jaworzno. Lokalne kopalnie rządowe oraz huty cynkowe, od dawna typowano jako potencjalne zarzewie działalności rewolucyjnej. Gmina wyraźnie różniła się od pozostałych miejscowości niewielkiego pseudo-państewka. Znaczący ośrodek przemysłowo-wydobywczy okręgu zamieszkiwało wielu robotników pracujących w miejscowych zakładach. Niezwiązani tak ściśle z rolą jak ich przodkowie, oraz odporni na opiekuńcze hasła propagandy Monarchii Habsburskiej, byli dobrym gruntem dla wzniecania patriotycznych uczuć. Głównym źródłem krzewienia myśli powstańczej wśród mieszkańców Jaworzna był wikariusz Ludwik Bereziński. Będąc zapewne uwikłanym w sieć konspiracyjną, oraz wyczuwając budzące się z matni powstańcze nastroje, skrupulatnie gromadził broń, którą ukrywał na jaworznickiej plebanii oraz w wikarówce.

Po nieudanym powstaniu, ksiądz Ludwik Bereziński uciekł z więzienia w Krakowie (zaimprowizowanego w siedzibie klasztoru Dominikanów) wraz z księdzem Józefem Niewiadomskim, z którym to udał się do Francji. W ucieczce pomógł im konduktor kolei żelaznej, ukrywając ich tożsamość pod użyczonymi sukniami. Po ogłoszeniu powszechnej amnestii w dniu 17 marca 1848 roku, jaworznicki wikariusz powrócił w okolice Krakowa. Jego nazwisko pojawia się w piśmie „Jutrzenka” z dnia 15 czerwca 1848 roku, na liście zgromadzenia obiorczego w obwodzie Krakowskim dystryktu nr 38. Ksiądz Niewiadomski prawdopodobnie pozostał na emigracji.

W dniu 19 lutego, do Jaworzna przybyła oddelegowana profilaktycznie grupa piechoty z porucznikiem Potakowskim na czele. Oddział zainstalował się w dużej karczmie, która do lipca 1874 roku stała na środku dzisiejszego rynku (zniszczeniu uległa w pożarze, o którym pisałem https://gistoria.pl/historia/pozar-jaworzna-w-1874-roku/). Dowódca zatrzymał się w mieszkaniu lokalnego komisarza policji Józefa Michniewskiego. Do Jaworzna skierowano z Krakowa również kancelistę policyjnego Maksymiliana Homułkę, który mijając Alwernię, miał stamtąd zabrać ze sobą komisarza dystryktu Jana Sałasza. Wspólnie mieli przeprowadzić działania zapobiegające ruchom powstańczym w obrębie gminy. Nazajutrz, po ich przybyciu na miejsce, rozpoczęto akcję rewizyjną. Celem było wykrycie potencjalnego źródła wiszącej w powietrzu rewolucji. Homułka, w asyście żołnierzy, rozpoczął akcję skrupulatnej rewizji domostw w poszukiwaniu ukrytej broni. Nigdzie nie natrafiono jednak na ślady kontrabandy.

Co ciekawe, broń rzeczywiście ukrywano na terenie parafii. Została ona jednak w ostatniej chwili wywieziona na furze ze słomą w kierunku Niedzielisk. Broń wróciła na parafię późnym wieczorem, już po przeprowadzonej inspekcji. Wieczór upłynął komisarzom na spisywaniu protokołów i obradach co do dalszego postępowania. Pozbawiona efektów rewizja uśpiła ich czujność.

Powstańcy, zebrani wokół Mieczysława Piekarskiego, kontrolera urzędu górniczego, przygotowywali się tymczasem do hucznego przywitania nieproszonych gości. Po zapadnięciu zmroku rozdano ochotnikom broń oraz amunicję. Wydawał je pomocnik sztygara Eustachy Możdżeński. Zwerbowani powstańcy skierowali się następnie na cmentarz pechnicki, który wyznaczono na miejsce zbiórki. Udali się na niego ochotnicy z Niedzielisk, Pechnika, Jęzora oraz Jeziorek. Zapewne wdając się w sprzeczkę z jedną z grup powstańców zmierzających na cmentarz, życie stracił patrolujący bliżej nieokreśloną leśną okolicę żandarm Szatkowski. Do udziału w powstaniu próbowano zachęcić również okolicznych chłopów. Ci, mając własne problemy i zapewne rozjątrzeni wewnętrznie echami rabacji chłopskiej, nie kwapili się do udziału w zrywie. Jedynie uniesiony powstańczym duchem Józef Burek, siłą zagonił mieszkańców Długoszyna „na wojnę”, grożąc im spaleniem gospodarstw. Z gromadki powstańców wyłoniono kilku dowódców, z których w Kronice zapisano dwóch – Adam Łysakowski – pisarz huty cynkowej (prawdopodobnie w Niedzieliskach) oraz Onufrego Nowakowskiego, „kucharza” warzelni ałunu.

Godzina zero powstania w Jaworznie przypadła na godzinę 10 wieczorem. Antoni Lewiecki, sztygar z Niedzielisk, wraz z garstką górników uderzył najpierw na siedzibę Domu Pracy w Jaworznie. Długoletni kierownik zakładu, Józef Wiślicki, oraz towarzyszący mu dozorcy, stawili daremny opór. Celem ataku było oswobodzenie osadzonych tam włóczęgów i wszelkiej maści recydywy, która to niezmiernie wdzięczna za wybawienie z zakładu karnego, miała ochoczo przyłączyć się do powstania. Zachęty dzielnego Lewieckiego najwyraźniej nie trafiły do serc aresztantów. W chwilę po uwolnieniu rozbiegli się oni po okolicznych lasach.

Na początku lat 20. XIX wieku, pojawiła się w Krakowie idea zorganizowania ośrodka mającego na celu resocjalizację, oraz aktywizację zawodową włóczęgów i drobnych przestępców. Finansowany z kasy publicznej ośrodek miał na celu szerzenie podstaw moralnych, bogobojności i zasad higieny wśród osadzonych. Dodatkowo, zatrudnieni na etatach nauczycielskich rzemieślnicy, mieli zapewnić osadzonym podstawy wykształcenia zawodowego w różnych dziedzinach, w celu ułatwienia im w przyszłości odnalezienia uczciwej pracy. Wkrótce podjęto działania mające na celu zorganizowanie „ogólnego domu zarobku i pracy przymuszonej”. Z powodu licznych trudności organizacyjnych, tzw. Dom Pracy w Krakowie rozpoczął swoją działalność dopiero w 1827 r. Trzy lata później kierownictwo nad nim przekazano dyrekcji policji, co diametralnie zmieniło charakter ośrodka. Zaczął on przypominać zwykłe i pozbawione funkcji wychowawczej więzienie. Z tego powodu w wątpliwość poddano sens istnienia zakładu, nie różniącego się w zasadzie od regularnych placówek detencyjnych. W 1842 r. przywrócono zarząd w dawnej, niezwiązanej odgórnie z Rządem formie. Kolejne komplikacje przyniósł rok 1846 i upadek powstania krakowskiego. Po tych wydarzeniach przejęto siedzibę Domu Pracy na rzecz innych działalności publicznych, a umieszczone w nim osoby zwolniono. Ośrodek przeniesiono w całości do Jaworzna, gdzie do tej pory funkcjonowała tylko filia dla wyjątkowo trudnych i niereformowalnych przypadków. Dom Pracy w Jaworznie nie był zupełnie przygotowany do pełnienia funkcji resocjalizacyjnej, a niechętnie zatrudniani przez miejscowych przedsiębiorców osadzeni, zajmowali się w większości pracami porządkowymi przy drogach publicznych.

Stacjonujący w Jaworznie porucznik Potakowski został ostrzeżony o sytuacji przez wystawione na noc czujki. O nieokreślonym zamieszaniu w siedzibie „Robaka” oraz podejrzanych osobach zbierających się na terenie cmentarza, uwiadomili komisarza Michniewskiego żandarmi. Zaniepokojony tą sytuacją, uzbrajając się w dubeltówkę, Michniewski wraz z porucznikiem oraz połową stacjonujących w Jaworznie żołnierzy udali się do siedziby Domu Pracy. Na miejscu zastali pustkę. Skierowali się następnie na cmentarz, gdzie ochoczo powitano ich gradem kul. Zaskoczeni sytuacją żołnierze, nie mogąc namierzyć w ciemności źródła ataku, po oddaniu na ślepo salwy uciekli w stronę improwizowanych koszar na rynku. Rozochoceni dezercją regularnego wojska powstańcy, rzucili się w pogoń, wyłapując po drodze pojedynczych żołnierzy. Sytuacja najwyraźniej przerosła powołanych prewencyjnie dowódców. Potakowski, zabierając ze sobą dla ochrony kilku żołnierzy, zaczął śpiesznie wycofywać się w kierunku Trzebini. Komendant Michniewski, w chwilę po dobiegnięciu do koszar, wskoczył na konia i wraz z jednym żołnierzem który równie ochoczo co przełożony dosiadł innego rumaka, uciekli w stronę Chrzanowa. Po drodze zostali jednak schwytani przez kapitana powstańców – Józefa Patelskiego.

Komisarz dystryktu schronił się w domu miejscowego lekarza. Prawdopodobnie popierał on w duchu powstańców, a działania przeciwko nim podejmował z braku wyboru w świetle olbrzymiej odpowiedzialności urzędnika. Kronika powstania wspomina o szybko skreślonej notce, którą Jan Sałasz kazał przekazać posłańcowi (a on, będąc słusznie podejrzliwym co do treści, zahaczył po drodze o posterunek żandarmerii) do Chrzanowa. Zapewne mając na uwadze wspomnianą depeszę – którą po przeczytaniu brygadzista posterunkowy kazał mimo wszystko dostarczyć do adresata – powstańcy pozwolili mu następnego dnia bezpiecznie oddalić się poza granice gminy.

Potakowski, „gubiąc” po drodze część z towarzyszących mu żołnierzy, dostał się nad ranem do Trzebini. Okazało się, że dalsza ucieczka nie jest możliwa. Gościńce roiły się od rozproszonych powstańczych oddziałów. Potakowskiego schronił miejscowy pleban, Karol Zygadlewicz. Wybitnie niezadowoleni z tego przejawu miłosierdzia buntownicy, przegnali księdza wraz z oficerem do lasu, zmuszając ich do spędzenia kolejnych dwóch nocy w śniegu. Dobroć księdza Zygadlewicza odbiła mu się czkawką także od przeciwnej strony konfliktu. Część ratujących się przed sądem wojennym żandarmów Potakowskiego, po stłumieniu powstania poskarżyła się władzom na księdza, który to miał ich niby namówić do wstąpienia w szeregi buntowników. Skazany na areszt ksiądz popadł z żalu w ciężką chorobę.

Pozbawieni dowódców żandarmi w Jaworznie szybko się poddali. Część z nich rozbiegła się po okolicy, część – z własnej lub przymuszonej woli – została wcielona w szeregi powstańców. Po opanowaniu austerii, zaatakowano również budynek komisariatu. Pojedynczy stacjonujący tam żołnierze zostali szybko rozbrojeni. Odebrano im konie oraz zniszczono opracowane dzień wcześniej sprawozdania policyjne. Po zakończeniu powstania, uwolnieni żołnierze z grozą opowiadali o setkach powstańców szturmujących z dwóch stron karczmę oraz dzielnym odwrocie w kierunku Trzebini, w trakcie którego powstrzymywano nieskończone fale buntowników.

W momencie wtargnięcia powstańców do siedziby komisariatu, ewakuował się z niej w ostatniej chwili Homułka, który pieszo uciekł z częścią raportów w pola. Następnego dnia przybył do Trzebini, gdzie z chwilowego ukrycia wyłuskali go – a następnie dotkliwie pobili – powstańcy.

Jaworznicka rewolta, oprócz nieszczęśliwego żandarma Szatkowskiego, prawdopodobnie nie poniosła za sobą ofiar śmiertelnych. Kilku rannych powstańców i ich jeńców opatrzył doktor Sanocki. Reszta nocy oraz kolejny dzień upłynęły w atmosferze radosnego uniesienia, śpiewów oraz brzęku kufli. Duch dzielnych robotników podbudowany został przez pomyślne wieści z okolicznych miejscowości. Część z jaworznickich powstańców ruszyła w kierunku położonych na wschodzie gmin oraz Krakowa.

Upadek powstania

Nocą z 24 na 25 lutego 1846, krakowscy powstańcy zajęli tymczasem pobliską, opuszczoną przez wojska zaborcy Wieliczkę. Przejęli przy tym kasę salinarną o wartości około 120 tys. złotych reńskich. Większość mieszkańców Wieliczki stanowiła silnie zniemczona ludność, przerażona zarówno wizją obecności jak i ewentualnego wycofania się powstańców. Czuli nad sobą widmo grasującej rabacji i zemsty okolicznych chłopów za niechciane koneksje z powstańcami. Wieści o bliskości „pańskiej” rewolucji dotarły tymczasem do uszu mieszkańców wsi położonych w pobliżu granic Wolnego Miasta. Wysłani do okolicznych gmin emisariusze, których zadaniem było odczytanie manifestu rewolucyjnego i zachęcenie chłopów do udziału w zrywie, byli przez nich wyłapywani, dotkliwie bici i odsyłani na posterunek austriacki w Bochni. Rozjuszeni fałszywą plotką o zamiarze zniesienia przez szlachtę ogłoszonej cesarskim rozporządzeniem pańszczyzny, chłopi zaczęli napadać na okoliczne majątki ziemskie, mordując i niewoląc ich właścicieli oraz księży. Tłum rozgniewanych chłopów oblegał klasztor w Staniątkach.

Tymczasem powstańcy, rozochoceni wolnym od ewakuowanych wojsk austriackich przedpolem, zupełnie ignorując ostrzeżenia, podjęli katastrofalną w skutkach decyzję o wyruszeniu w kierunku Bochni, którą uważali za miasto porzucone tak samo jak Wieliczka. Na czele pochodu, składającego się z około 380 ludzi, stanął Jakub Suchorzewski. Późnym popołudniem 25 lutego 1846 roku, powstańcy wyruszyli gościńcem w kierunku Gdowa, zatrzymując się wieczorem w opuszczonym i splądrowanym folwarku w Łazanach. Noc minęła na śpiewach i wesołych rozmowach. Dla większości z powstańców, ta noc pod gołym niebem, była ostatnią przed snem wiekuistym. Tuż o świcie powstańcy wyruszyli w dalszą drogę, w trakcie której dochodziły do nich hałasy z oddalonych od gościńca wiosek. Po przybyciu do zrabowanej miejscowości, napotkali kilka niewielkich oddziałów chłopskich, które jednak rozpierzchły się na widok powstańców i zabarykadowały za mostem na Rabie. Powstańców przywitała garstka ukrywających się do tej pory mieszczan.

Co zaskakujące, niepotwierdzona plotka o powstańcach Krakowskich oddziaływała na umysły austriackich dowódców tak silnie, że rzeczywiście zdecydowano się również na ewakuację znacznego batalionu stacjonującego w Bochni. Wycofaniu wojsk w kierunku Tarnowa przeciwstawił się podpułkownik Ludwig von Benedek. Wytoczone przez niego argumenty o konieczności zastąpienia drogi nieokreślonym siłom powstańców z Krakowa, trafiły do umysłów oficerów. Obejmując dowództwo nad batalionem, Benedek skierował zebrane wojsko w kierunku Gdowa. W trakcie pochodu do Gdowa, gdzie spodziewano się zastać powstańców, na tyłach kolumny wojskowej zaczęły się gromadzić coraz to liczniejsze bandy chłopskie. Obawiając się rozwścieczonego i niemożliwego do kontroli tłumu, po zbliżeniu się do Gdowa, Benedek wysłał część swoich dowódców w celu wyprowadzenia rozjuszonego chłopstwa na daleką flankę stacjonujących w miejscowości rebeliantów.

Zaalarmowani pojawieniem się wojska, powstańcy wysunęli się naprzód w kierunku gościńca za miasteczkiem. Regularne wojsko austriackie przystąpiło do ataku, siejąc panikę w szeregach powstańców. Kilka celnych salw zmusiło wojska krakowskie do wycofania się w głąb miejscowości. Ciasnota i nieustanny ostrzał wywołały chaos wśród kawalerii. Wielu z jeźdźców spadało z wierzchowców lub była zrzucanych z siodeł przez przerażonych towarzyszy. Pozostałe szeregi stłoczyły się pod murem cmentarza, gdzie niemożliwa do kontroli horda chłopska rzuciła się na niedobitki powstańców. Wyprawa w kierunku oddalonej o dziesięć kilometrów miejscowości, na domiar złego położonej w samym sercu wiejskiej okolicy, zakończyła się masakrą znacznej części ekspedycji Krakowiaków. Zamordowanych 154 powstańców pochowano w trzech dołach pod murem cmentarza. Do niewoli wzięto 59 osób, z których większość zmarła wskutek odniesionych ran. Suchorzewski podczas starcia w ogóle nie pojawił się na placu boju, zamiast tego uciekając z kasą powstańczą. Został później rozpoznany w Paryżu.

Lista powstańców krakowskich związanych z wydarzeniami w Jaworznie:

Aleksander Jan – karczmarz
ks. Bereziński Ludwik – wikariusz
Burek Józef – Długoszyn
Frecht – stróż cynkowni w Niedzieliskach
Grabowski Franciszek – górnik
Grzybowski Aleksander – górnik
Jaglarz Józef – robotnik
Jarosik Klemens – robotnik
Jaworski Maciej – górnik (poległ w Gdowie)
Jurek Wojciech – robotnik
Krupa Piotr – górnik
Lewiecki Antoni – sztygar z Niedzielisk
Łysakowski Adam – pisarz huty cynkowej
Mazurkiewicz Ludwik – pisarz cynkowni w Niedzieliskach
Możdżeński Eustachy – sztygar
Nowakowski Jan – sztygar
Nowakowski Onufry – pracownik warzelni ałunu
Piekarski Mieczysław – kontroler urzędu górniczego
Wójcicki Feliks – sztygar z Niedzielisk

Łącznie wspomina się o liczbie od 200 do 300 konnych powstańców z terenu Jaworzna – wydaje się to być jednak liczba mocno zawyżona. Weryfikacja tych nazwisk i ustalenie tego, jak ścisły jest ich związek z Jaworznem (bardzo możliwe, że większość wymienionych sztygarów przybyła do gminy w celach zarobkowych z innych części Monarchii Habsburgów) wymagałoby dokładnego przestudiowania archiwalnych akt metrykalnych. Z ciekawości spojrzałem na takie wpisy, spodziewając się w nich wzmianki o wydarzeniach powstańczych. Notowanie na marginesie wyjątkowych zdarzeń (pożarów, długotrwałych suszy, wojen czy zaobserwowania komety) była dawniej dość powszechną praktyką przy uzupełnianiu ksiąg. Niestety, w żadnym z wpisów dla Jaworzna z tamtego okresu, nie znajdziemy najmniejszej wzmianki na temat tych wydarzeń. Wyraźnie widoczna jest jednak powtarzająca się we wszystkich księgach anomalia w postaci luki we wpisach spomiędzy 23 lutego (chrzest niejakiego Macieja Kocura) a 9 marca 1846 roku. Luka ta powtarza się dla ksiąg każdego typu, obejmujących wszystkie wsie otaczające jaworznicką parafię. Był to zapewne efekt porzucenia przez upoważnioną do takich wpisów osobę (organistę?) obowiązków na rzecz powstania. W marcowej kontynuacji wpisów zauważalny jest taki sam styl pisma jak w dniach poprzedzających powstanie. Oznacza to, że powołana do prowadzenia księgi osoba, szybko powróciła do pracy. Zastanawiający jest kompletny brak wpisów zaślubin dla wsi Byczyna oraz Jeleń dla całego roku 1846.

Wśród zindeksowanych w księgach zmarłych brak wzmianek o poległych w wyniku powstańczych zawirowań. Autopsja marcowych denatów 1846 roku była ściśle zero-jedynkowa i poprzetykana znakiem powtórzenia (ditto). Jeśli ktoś nie umarł ze starości – był wykańczany przez „suchoty”.

Za Wikipedią:

Ditto (inaczej znak powtórzenia) – znak pisarski oznaczający, że wyrazy lub znaki powyżej mają zostać powtórzone. W druku zapisywany jest w postaci ″ natomiast w piśmie odręcznym często dodaje się do niego poziome kreski: —″—. Nazwa ditto pochodzi z języka włoskiego, z dialektu toskańskiego, gdzie słowo dire to „mówić”, a ditto to forma przeszła tego słowa, oznaczająca tyle, co „powiedziane”. Symbol powszechnie spotykany w adnotacjach dawnych ksiąg metrykalnych.

Po porażce powstania, wojsko austriackie błyskawicznie posunęło się w stronę Krakowa, gdzie zatrzymał je dopiero zniszczony most na Podgórzu. Część powstańców podjęła jeszcze fanatyczną próbę stawienia oporu, organizując poza bramy miasta militarną procesję, zwołaną przez jednego z radykalnych i zrozpaczonych kierowników buntu – Edwarda Dembowskiego. Orszak wyruszył w stronę Austriaków 27 maja. Do jego uczestników od razu otworzono ogień, a salwom uległ między innymi nieszczęśliwy Dembowski.

Rozwścieczony działaniami powstańców i własnym pochopnym odwrotem, generał Collin powrócił pod mury Krakowa pierwszego dnia marca 1846 roku, żądając kapitulacji w ciągu najbliższych 48 godzin. Obawiano się grabieży miasta przez wciąż wałęsające się pod jego murami bandy chłopskie. Przerażeni tą wizją, mieszkańcy Krakowa poprosili o interwencję stacjonujących u północnej granicy Wolnego Miasta żołnierzy Rosyjskich. Dopiero po ich pojawieniu się w mieście – jako gwaranta stabilności – umożliwiono do miasta wstęp wojskom austriackim. Pozostałe oddziały powstańcze zaczęły wycofywać się w kierunku Prus. Po drodze większość z nich rozeszła się do domów, a pozostali zostali dobrowolnie rozbrojeni na moście granicznym w Chełmku.

Piotr Burczy.

Wybrane źródła użyte przeze mnie w trakcie pisania powyższego artykułu


  1. J. Wawel-Louis, Kronika rewolucyi krakowskiej w roku 1846, Kraków, Drukarnia „Czasu”, 1898.
  2. H. Żaliński i in., Rok 1846 w Galicji: ludzie, wydarzenia, tradycje; Kraków, Wydawnictwo Naukowe WSP, 1997.
  3. M. Leś-Runicka, Historia Jaworzna w XIX wieku 1795-1914, Jaworzno, Inicjatywa Wydawnicza Muzeum Miasta Jaworzna, 2017.
  4. „Jutrzenka” z 15 czerwca 1848 [https://play.google.com/books/reader?id=mcVeAAAAcAAJ]