Popołudniowe godziny 30 lipca 1874 roku. Mieszkańcy Jaworzna, pracujący w nieznośnym skwarze na wyprażonych przez słońce polach, z przerażeniem patrzą na wzbijające się od strony centrum gminy kłęby czarnego dymu.
Jednym z najbardziej zdumiewających faktów z historii Jaworzna jest katastrofalny pożar, który grubo ponad wiek temu prawie doszczętnie zniszczył zabudowę okolicy dzisiejszego rynku. Fascynujący i kontrowersyjny o tyle, o ile zupełnie rozmyty w historycznej tożsamości naszego miasta. W skali jego konsekwencji wydaje się to niewyobrażalnym zaniedbaniem, lub być może efektem chęci wymazania z pamięci przez przodków klęski, która wielu z nich zepchnęła na granicę skrajnego ubóstwa.
Wydarzenie to przywoływane było już kilkakrotnie w interdyscyplinarnych publikacjach, jaworznickiej prasie, czy na związanych z miastem portalach internetowych. Niestety, w dalszym ciągu stanowi ono element zaplecza błogiej niewiedzy. Poniższy tekst będzie kolejną próbą „wdrożenia” tego katastroficznego epizodu do postaci oczywistego i powszechnie kojarzonego przez mieszkańców faktu. Jestem pewien, że wśród wielu czytelników tego artykułu, świadectwo tamtych wydarzeń – i jego nie zawsze oczywiste konsekwencje – wywołają świeże uczucie zdumienia.
Przez długi okres dziejów, możliwość wybuchu katastrofalnego pożaru była zrządzeniem losu czyhającym za przysłowiowym progiem praktycznie każdego dnia. Ognisty żywioł nie był wybredny i z taką samą zawziętością pustoszył zarówno niewielkie przysiółki jak i wielkie metropolie. W tym drugim przypadku wiązał się zazwyczaj z potężnymi stratami i ogromną nieraz liczbą ofiar śmiertelnych. Często dopełniał zniszczeń rozpoczętych przez inne klęski, takie jak trzęsienie ziemi czy wybuch wojny. Wstrząsy w Tokio z 1 września 1923 r. i wywołana nimi niemożliwa do zatrzymania burza ogniowa, pozbawiły życia niewyobrażalną liczbę 140 tys. osób. W lutym 1945 huragan płomieni, efekt do dzisiaj budzącego kontrowersje alianckiego nalotu dywanowego, praktycznie zrównał z ziemią Drezno, zabierając przy tym ponad 20 tys. ludzkich dusz.

Pożary cyklicznie pojawiały się także w najbliższej okolicy naszego miasta. W 1826 roku, w Jeleniu spłonęło osiem gospodarstw. W zbiorach Archiwum Narodowego w Krakowie znajduje się plan „wsi narodowej Ciężkowic” z 1834 roku, wyznaczający regulację zabudowy i dróg po niedawnym pożarze ponad dwudziestu chat włościańskich1. Okolicę dzisiejszego śródmieścia pożar nawiedził w lutym 1862 roku, niszcząc dziesięć domów i kilkanaście zabudowań gospodarskich. W trakcie archeologicznych praktyk studenckich w latach 60. XX w., na ślady przepalenia natrafiono także w rozsypisku datowanego na okres kultury łużyckiej stanowiska w obrębie jaworznickiej Góry Grodzisko2.
Feliks Radwański, Senator Rzeczpospolitej Krakowskiej, nadzorujący również sprawy górnicze Wolnego Miasta, w raporcie z 1825 roku pisał o Jaworznie, gdzie „najnieporządniejsze zabudowania domów plebańskich i włościańskich zagrażają spłonieniem od ognia całej wsi”. Pod wpływem nowoczesnych inicjatyw wprowadzanych przez Piotra Steinkellera, twórcy i właściciela nieistniejących już zakładów cynkowych w Niedzieliskach, władze Jaworzna zakupiły wprawdzie w 1822 roku dwie nowoczesne pompy tłokowe. Przeznaczono je na zabezpieczenie zabudowy lokalnych kopalni węgla oraz samej wsi. Cóż z tego, skoro już trzy lata później wspomniany wcześniej senator pisał o nich jako o „zupełnie popsutych i defektownych”.
O organizacji przestrzennej dawnej gminy rzeczywiście trudno było wyrażać się w superlatywach. Okolica centrum dzisiejszego miasta osaczona była przez chaotycznie rozplanowaną zabudowę. Standardowym widokiem w okolicy były ciasno postawione jedna przy drugiej drewniane chałupy ze słomianymi strzechami. Nawet stojąca centralnie na rynku wielka karczma, czy położone tuż przy niej (w miejscu dzisiejszej biblioteki) zabudowania dworskie, wzniesiono z użyciem tańszego drewna. Niewielu było stać na zapewnienie sobie lokum o murowanych z kamienia ścianach. Przywilej ten należał się głównie siedzibom instytucji rządowych oraz kościołom. Całości apokaliptycznego widoku dopełniały niechlujne zagrody oraz brak niezawodnego i łatwo dostępnego źródła czystej wody – główny powód notorycznie pojawiających się w okolicy zachorowań na cholerę3. Brak dostępu do wody stanowił dla XIX wiecznego Jaworzna olbrzymi problem. Pomocy szukano kierując petycje do miejscowych kopalni, które wraz z rozprzestrzenianiem macek swoich chodników wydobywczych, przerywały wiele z położonych w pobliżu powierzchni warstw wodonośnych. Starania o odszkodowania z tego tytułu zazwyczaj kończyły się fiaskiem, a pogłębiona w połowie XIX wieku główna studnia gminy, wkrótce ponownie została pozbawiona naturalnego zasilania podziemnego.
Jan Kochanowski w Księgach wtórych pisał: „Polak mądr po szkodzie”. Kompilacja wymienionych powyżej niedopatrzeń, oraz lekceważenie zagrożenia pożarowego, musiały w końcu doprowadzić do otrzeźwiającej tragedii. Zapoczątkowała ją – jak to zwykle bywa – zwyczajna nieostrożność. Źródłem najlepszych relacji z tego wydarzenia są gazety codzienne z tamtego okresu. Poniżej zamieszczam urywki z wybranych prasowych doniesień o jaworznickim pożarze (zachowana pisownia oryginalna).
Krakowska gazeta codzienna „Czas” z 1 sierpnia 1874 roku (numer 173, str. 2)4.
Kronika miejscowa i zagraniczna.
— Wczoraj w Jaworzniu5 był pożar. Do chwili, w której nam doniesiono, spaliło się 6 domów w pobliżu kościoła.
Pełniejsza relacja z błaho brzmiącej sobotniej notki, prezentująca prawdziwą skalę katastrofalnych wydarzeń które miały miejsce u zachodnich granic prowincji, pojawiła się w tym samym piśmie na następny dzień.
Krakowska gazeta codzienna „Czas” z 2 sierpnia 1874 roku (numer 174, str. 2)6.
Kronika miejscowa i zagraniczna.
Kraków 1 sierpnia. Wczoraj donieśliśmy o pożarze w Jaworzniu z wiadomości przysłanej nam w pierwszej chwili wybuchu ognia. Doszły nas później szczegóły, że pożar ten zniszczył większą część tej osady, a zamieszczamy poniżej listy opisujące tę nową klęskę, jaka spotyka w tym roku kraj nasz, znów częstemi nawiedzany pożarami. Nie można się dziwić, że nie było w pierwszej chwili komu pisać wśród powszechnego przerażenia i płomieni ogarniających całą osadę; dla tego szczegóły dziś dopiero nas dochodzą. Gaz. Lwowska otrzymała telegram donoszący, że około 500 rodzin zostało bez przytułku w ostatniej nędzy i że sześcioro dzieci zginęło w ogniu. Nasi korespondenci inaczej nieco o tem mówią. Szkody wynoszą około 400,000 złr. Namiestnictwo wysłało natychmiast 300 złr. na wsparcie nieszczęśliwych.
Nigdy nie odzywaliśmy się bezskutecznie do miłosierdzia, gdy szło o wsparcie prawdziwej nędzy i o pomoc w nieszczęściu. Sądzimy zaś, że dość tylko nadmienić o klęsce tej bliskiej miasta naszego osady, aby skłonić serca litościwe do niesienia pomocy pogorzelcom. Administracya naszego dziennika chętnie podejmuje się pośrednictwa i przyjmować będzie datki dla pogorzelców, które bezzwłocznie przesłane będą na miejsce do rąk komitetu, mającego się tam dziś utworzyć.
Na pogorzelców Jaworznia otrzymaliśmy dziś: K. 1 złr., D. 1 złr., S. 2 złr. i C. 1 złr.
— Jaworzno 30 lipca.
(W. S.) Dziś o godzinie wpół do 3 z południa wybuchł pożar, prawdopodobnie przez nieostrożność w Jaworzniu i zanim nieszczęśliwi mieszkańcy doniosłość klęski pojąć zdołali, pochłonął w przeciągu kilku godzin przeszło 150 domów mieszkalnych i około 250 budynków gospodarczych. Straty na razie obliczyć się nie dadzą, lecz są bardzo znaczne, a w pierwszej chwili tem dotkliwsze, ile że prawie połowa tegorocznych zbiorów zimowych stała się pastwą płomieni. Pomimo spiesznej a energicznej pomocy Dyrekcyi górniczej, której jedynie dalsze powstrzymanie ognia zawdzięczyć należy, u pomimo przybycia ludzi z sikawkami z Dąbrowy, Szczakowy i oddziału straży ochotniczej Chrzanowskiej, mieszkańcy nie zdołali najpierwszych nawet sprzętów ochronić i znaczna liczba rodzin z dosyć zamożnych gospodarzy zeszła na zupełnych żebraków. Również wynurzyć należy komendantom posterunków żandarmeryi z Jaworznia i Chrzanowa zasłużone uznanie, którzy swą gorliwą i energiczną pomocą wiele do przytłumienia pożaru się przyczynili. Starosta chrzanowski p. Kasparek pospieszył z niesieniem pomocy nieszczęśliwym pogorzelcom, których położenie prawdziwą litość wzbudza. Datki na rzecz pogorzelców przyjmuje tymczasowo Dyrekcya kopalń w Jaworzniu.
— Jaworzno 31 lipca.
(L. W.) Na dniu wczorajszym okropną klęską dotknął pożar Jaworzno w powiecie Chrzanowskim. Około godziny 2 ½ po południu dziesięcioletni chłopiec bawiąc się zapałkami, podpalił płot gospodarza Romana Dziadka, w pobliżu urzędu gminnego. W jednej chwili ogarnął pożar zabudowania wspomnianego Dziadka, a w pół godziny przeszło 200 domów mieszkalnych, stodoły, stajnie stały w płomieniach. Pożar rozszerzał się tak szybko, że w pierwszej chwili o ratunku myśleć nie można było i mieszkańcy zaledwie życie byli w stanie ocalić. W ten sposób spłonęło ⅔ Jaworznia, a pogorzelcy utraciwszy wszystko, wystawieni są na największą nędzę. Troje dzieci, jeden dorosły mężczyzna, kilkadziesiąt sztuk trzody padło ofiarą płomieni. Dzięki szybkiej pomocy zarządu tutejszej kopalni, oraz czynnej pomocy dyrektora tejże p. Weisledera jak i urzędników, ocalono zabudowanie urzędu gminnego, pocztę, szkołę, wikaryjkę, kościół i plebanię. Z Dąbrowy przybyła przed 4tą po południu sikawka, przysłana przez zarząd kopalni, a przed wieczorem straż ogniowa ochotnicza z Chrzanowa świeżo urządzona z dwoma sikawkami. Dodać musimy, że z braku wody ratunek był prawie niemożebnym. Część mieszkańców była przy pracy w polu, inni na jarmarku w Chrzanowie, zkąd powróciwszy, zastali tylko zgliszcza. Nie możemy tutaj pominąć okoliczności bardzo przykrej, iż lud tutejszy, dotknięty już kilkakrotnie podobnemi klęskami, wcale nie jest przygotowanym na ratunek w czasie pożaru, gdyż skoro brak wody nawet do picia, nie znalazła się nigdzie ani kadź z wodą ani osęka, a następnie, iż kilka tylko ze spalonych budowli było już to całkiem, już częściowo asekurowanych. Pogorzałe rodziny wystawione są na okropną nędzę, bo straciwszy cały dobytek, nie mają przytulić gdzie głowy, i tułają się po polach. Izraelici z Chrzanowa pierwsi podali pomocną rękę pogorzelcom, przysyłając furę chleba, a jak się dowiadujemy z pewnego źródła, p. Kowalski, naczelnik stacyi kolejnej w Szczakowy, miał się zająć zbieraniem składek. Sądzimy, że znajdzie się dość wspaniałomyślnych osób, które chcąc ocalić całe familie od głodu, choć małym datkiem przyjdą spiesznie z pomocą.
— Oprócz powyższych szczegółów donoszą nam o pożarze w Jaworzniu:
Prawie cała ludność była w polu u żniw, a po części w kopalni, i zanim przybiegła na miejsce, już ogień ogarnął wszystkie domy najwięcej drewniane, słomą kryte. Spaliło się 250 domów, cały zbiór siana, wiele pszenicy, żyta, a nieco także jęczmienia, kilka sztuk bydła rogatego, koni i trzody. Stratę oceniają w przybliżeniu na 200,000 złr. Podczas pożaru słychać było huk wynikły z wybuchu prochu i dynamitu, którego używają do kopalń. Ratunek był niepodobny, z braku szczególniej wody. Poszukiwano 14-letniego chłopca i jednego dziecka; może w płomieniach znaleźli śmierć. Przeszło 250 rodzin jest bez przytułku, żywności i odzienia. Na miejsce pożaru przybył komisarz powiatowy z Chrzanowa i pospieszył tam komisarz exponowany w Szczakowy Hofmann ze strażnikiem policyjnym Ustyanowiczem.
W kolejnych numerach gazety na bieżąco raportowano o przekazywanych na rzecz pogorzelców składkach. Pod wpływem jaworznickich wydarzeń, krakowski Magistrat przeprowadził akcję informacyjną, mającą na celu przypomnienie mieszkańcom Krakowa obowiązujących rozporządzeń przeciwpożarowych. Właścicielom domów krytych drewnianym gontem przypomniano o konieczności zastąpienia pokrycia dachowego materiałem ogniotrwałym. Przeglądanie notatek prasowych z tamtego okresu uświadamia nas, jak bardzo powszechnym zjawiskiem były wówczas pożary. Na łamach „Czasu” praktycznie co kilka dni raportowano o strawieniu którejś z galicyjskich wiosek przez ogień.
Wkrótce po pożarze wyłoniono z rady gminnej i Gwarectwa komitet ratunkowy pod przewodnictwem dyrektora kopalni Edmunda Weisleddera. Komitet natychmiast przystąpił do organizacji pomocy poszkodowanym. Staraniem wójta i gminy wzniesiono dla potrzebujących pomocy mieszkańców piekarnię. Dla górników którzy utracili dach nad głową, Gwarectwo zorganizowało osobną rzeźnię oraz piekarnię. Dużo większy problem stanowiło zapewnienie ofiarom pożaru tymczasowego dachu nad głową. Większość z nich była zmuszona zamieszkać na czas odbudowy w naprędce zbitych z desek budach. W prasowy świat ruszyły odezwy z prośbą o datki dla pogorzelców.
Gazeta Lwowska z 4 sierpnia 1874 r. numer 176, str. 4)7.
GŁOSY PUBLICZNE
Miasteczko nasze dotknięte pożarem na dniu 30. lipca b. r. przeszło w dwóch trzecich częściach zupełnie zgorzało. Tysiąc z górą osób znajduje się obecnie bez przytułku, walcząc z nędzą i głodem. W imieniu więc tych nieszczęśliwych udajemy się do litościwych serc wszystkich mieszkańców tak naszej gminy nie dotkniętych nieszczęściem, jako też i całego kraju, ażeby dobrowolnym choćby też jak najmniejszym datkiem do ulżenia tak ogromnej nędzy przyczynić się zechcieli.
Datki przysłać należy na ręce Wgo. c. k. Starosty w Chrzanowie, lub wprost na ręce podpisanego.*)
Jaworzno przy Szczakowy dnia 1. sierpnia 1874.
Komitet pomocy dla pogorzelców.
Weissleder
przewodniczący
*) Upoważniona przez komitet pomocy, redakcya Gazety Lwowskiej uwiadamia swoich czytelników, że przyjmuje także składki na rzecz nieszczęśliwych pogorzelców. (Przyp. Red)
W zbiorach Muzeum Miasta Jaworzna, oprócz planu opisywanego w tym artykule, znajduje się także zatwierdzony podpisami i pieczęcią Rady Gminnej „Plan regulacji spaleniska w Jaworznie”8. Wyrys obszaru zawartego pomiędzy dzisiejszymi ulicami świętego Wojciecha, Krzywej oraz 3 Maja, sporządzony został w dniu 1 maja 1899 r. Przedstawiono na nim proponowane zalążki dwóch z nich – ulicy Krzywej oraz 3 Maja. Przyjmuje się, że plan ten przedstawia kierunek przekształcenia części nie do końca uprzątniętego jeszcze spaleniska sprzed ponad dwudziestu lat. Jednak na mapie sporządzonej po wydarzeniach z 1874 roku, obszar ten nie został zaznaczony jako objęty zniszczeniami. Można więc przypuszczać, że ta część Jaworzna została pochłonięta przez pożar o mniejszej skali w końcu XIX wieku.

Władze zaboru austriackiego wydawały kilkukrotnie rozporządzenia dotyczące zabezpieczeń przeciwpożarowych galicyjskich gmin. Historia pokazuje jednak, że podchodzono do nich często w sposób lekceważący. Poważną organizacją ochotniczych jednostek straży pożarnej zajęto się dopiero na początku kolejnego stulecia. Mimo coraz powszechniejszych środków bezpieczeństwa, niekontrolowany ogień nawiedzał granice dzisiejszego Jaworzna jeszcze kilkukrotnie. 17 sierpnia 1904 roku, w wyniku pożaru w Byczynie, zniszczeniu uległo 60 domów i 50 stodół. W 1902 roku, wybuch kotłów parowych zatrzymał pracę w kopalni Jacek Rudolf (późniejsza kopalnia Tadeusz Kościuszko). Górników przeniesiono do pracy w Kopalni Fryderyk August (późniejsza kopalnia Piłsudski i Bierut), która jak na nieszczęście spłonęła w Wigilię Bożego Narodzenia tego samego roku. Dzięki sprawnemu działaniu władz kopalni zakładom przywrócono sprawność już w 1903 roku, unikając tym samym groźby klęski głodowej. Problem łatwego dostępu do wody w Jaworznie rozwiązano dopiero w latach 90. XIX wieku.
Z pożarem z 1874 roku wiąże się sporo kontrowersji. Dziwnym zbiegiem okoliczności zbiegł się on w czasie ze strajkiem miejscowych wozaków, w wyniku którego wielu z nich zostało aresztowanych. Czy podłożenie w okolicy dworu ognia przez jednego z protestujących, niekonsekwentnie i pod wpływem emocji myślącego o rewanżu za uwięzienia, mogło być rzeczywistym powodem tej tragedii? Fani hipotez spiskowych mogą rozważyć także działanie z premedytacją o innych założeniach. Wywołanie pożaru w celu przeprowadzenia niskim kosztem urbanizacji, wyprostowania dróg i estetycznej poprawy rozwijającej się górniczej osady? Odkupione za bezcen od ubogich włościan i zrównane przez ogień parcele, stanowiły gotowe podłoże pod wprowadzenie dowolnych regulacji o protomiejskim charakterze.
Po upływie stu pięćdziesięciu lat, wydarzenia te są dla nas na tyle odległe, że pozwalają nam na chłodne i niewątpliwie kontrowersyjne skalkulowanie korzyści jakie przyniósł koniec lipca 1874 roku. To właśnie pożarowi z tego roku zawdzięczamy kształt dzisiejszego centrum miasta, oraz komunikatywny, szachownicowy układ zabudowy pomiędzy jaworznickim rynkiem a ulicą Obrońców Poczty Gdańskiej. Nie zapominajmy jednak, że mimo milczącego już charakteru tego faktu z przeszłości, wielu z cierpiących nędzę mieszkańców mogło być naszymi bezpośrednimi przodkami.

W dzisiejszych czasach tego typu tragedia jest dla nas w zasadzie niewyobrażalna. Szok potrafi wywołać pożar nawet pojedynczego domu jednorodzinnego w najbliższej okolicy. Głosy oburzenia wznoszą się na wieść o podpaleniach odległych od zabudowy wiosennych łąk. Interwencja w postaci kilku wozów i zastępu strażaków dociera na miejsca takich zdarzeń w skali kilkunastu minut. Wyobraźmy sobie, jakie wrażenie musiała kiedyś sprawiać sikawka strażacka, ręczna i zamontowana na wozie konnym, która na miejsce poszerzającego się z każdą sekundą pożaru, toczyła się z drugiego końca gminy lub powiatu – a kiedy w końcu dotarła na miejsce – mogła równie dobrze wracać z powrotem do bazy. Po zgliszczach wypalonej do cna okolicy.
Przypisy
1. Archiwum Narodowe w Krakowie, Sygn. 29/200/0/26.1/291.
2. Gedl Barbara, II sprawozdanie z badań wykopaliskowych na grodzisku w Jaworznie [w:] Sprawozdania Archeologiczne, pod red. Jana Machnika, Wrocław, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1969, t. XXI, s. 81-84.
W dniach od 30 sierpnia do 12 września 1966 roku, z inicjatywy Miejskiej Rady Narodowej Jaworzna i z jej funduszów, rozpoczęto na grodzisku w Jaworznie prace wykopaliskowe. Były to pierwsze prace archeologiczne na tym obiekcie i miały na celu ustalenie jego nieznanej dotychczas chronologii. W sierpniu 1967 roku kontynuowano prace wykopaliskowe.
3. W 1873 r. przez Jaworzno przetoczyła się epidemia cholery. W momencie pojawienia się pierwszych objawów zarażeń tą chorobą, do nadzorowania i bieżącego raportowania o jej przebiegu w sąsiednich gminach oddelegowany został Dr. Dobieszewski, który na co dzień pełnił funkcję lekarza zakładowego w Dąbrowskich kopalniach. W swoim artykule opublikowanym w 1874 roku na łamach Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego, bezpardonowo krytykuje tragiczne warunki higieniczne panujące w okolicy. Często przywołuje przy tym jaskrawe obrazy zaniedbanych obejść, panicznego strachu mieszkańców przed próbami zorganizowania podstawowego sanitariatu, a nawet załatwiania przez nich potrzeb fizjologicznych gdzie popadnie. Publikacja dostępna jest do bezpłatnego pobrania z zasobów Biblioteki Cyfrowej WUM pod adresem http://dlibra.wum.edu.pl/Content/539/ZBG_m731_sA0244_r1874_t70_z2_zw.pdf
4. http://mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=27432
5. W Jaworzniu, do Jaworznia, z Jaworznia… Taka nietypowa odmiana nazwy naszego miasta była przywarą XIX wiecznych pisarzy z Krakowa. Suchej nitki nie pozostawia na nich w swojej publikacji „O skażeniu języka polskiego w dziennikach i mowie potocznéj” Dr Fryderyk Skobel, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pisze on tam:
„Nakoniec nie mogę téż pominąć milczeniem błędu, którego dopuszczają się zarówno dzienniki Krakowskie i mieszkańcy Krakowa. O 7 ½ mili od Krakowa, ku zachodowi i północy, leży osada górnicza Jaworzno. Otóż niemal wszyscy Krakowianie, odmieniając to nazwisko przez przypadki, wtrącają doń po literze n, samogłoskę i. Tak n. p. zamiast powiedzieć lub napisać, że ktoś pojechał do Jaworzna, że wrócił z Jaworzna, że był w Jaworznie; zawsze mawiają i pisują: do Jaworznia, z Jaworznia, w Jaworzniu; wbrew prawidłom gramatyki. Ile mi się zdaje, pisarze dzienników są tu o tyle winniejsi, o ile hołdując temu nałogowi, utwierdzają w nim gawiedź bezmyślną.”
Publikacja dostępna jest do bezpłatnego pobrania z zasobów serwisu Google Books pod adresem https://books.google.pl/books?id=8vITR2t8RmQC
6. http://mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=27433
7. https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/plain-content?id=22177
8. Sygn. MMJ-D/340/4
Wybrane źródła użyte przeze mnie w trakcie pisania powyższego artykułu
1. M. Leś-Runicka, Historia Jaworzna w XIX wieku 1795-1914, Jaworzno, Inicjatywa Wydawnicza Muzeum Miasta Jaworzna, 2017.
2. A. Rams (red.), Najdawniejsze dzieje górnictwa węgla kamiennego w Polsce (katalog wystawy), Jaworzno, Muzeum Miasta Jaworzna, 2014.
3. A. Rams, „Bogu na chwałę, ludziom na pożytek. Historia straży pożarnych w Jaworznie”. Założenia wystawy muzealnej; [w:] Jaworzno interdyscyplinarnie: regionalizm w szkolnej edukacji, Jaworzno/Częstochowa, Muzeum Miasta Jaworzna, 2013.
Piotr Burczy.