Poniżej moje tłumaczenie prelekcji niejakiego Maurice Portmana – oficera Royal Navy i nadzorcy kolonii karnej Port Blair w archipelagu Andamanów (w Zatoce Bengalskiej) – wygłoszonej na spotkaniu Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w 1888 roku. Źródło tłumaczonego artykułu: Portman, M., The Exploration and Survey of the Little Andamans [w:] Proceedings of the Royal Geographical Society and Monthly Record of Geography, Londyn, 1888, t. 10., s. 567-576. Tekst tłumaczony w locie, bez pomocy translatorów i AI, stąd nie jest to tłumaczenie słowo w słowo. Moim celem było zachowanie płynnej i klimatycznej narracji. Mogą się pojawić w tekście błędy w nazwach regionów, fauny czy np. wyposażenia tubylców (chociaż te starałem się weryfikować sprawdzając kolonialne słowniki z epoki) 🙂 Życzę udanej lektury!
Eksploracja i badanie Małego Andamanu
Maurice Portman
(odczyt w ramach Evening Meeting, 30 stycznia 1888 r.)
Rozpocznę od krótkiego, ogólnego omówienia archipelagu Andamanów, zanim przejdę do omówienia w szczególe wysp Małego Andamanu.
Na Andamany składa się szereg wysp położonych w Zatoce Bengalskiej, pomiędzy 10. a 14. równoleżnikiem północnej szerokości geograficznej i na południku 93° wschodniej długości geograficznej. Archipelag dzieli się na Wielki Andaman oraz Mały Andaman, z czego na pierwszy składają się Andaman Północny, Środkowy oraz Południowy, wyspa Interwiev, wyspa Landfall, wyspy archipelagowe, wyspa Rutland oraz Sentinel Północny. Oprócz tego w skład Andamanu Wielkiego wchodzi dodatkowo około 150 innych, pomniejszych wysepek.
Wielki Andaman ma około 140 mil długości i 14 mil w najszerszej części wyspy. Pokrywa go gęsta dżungla, a łańcuchy górzystego terenu ciągną się przez całą jego długość. Najwyższym wzniesieniem Andamanu Północnego jest Saddle Peak (2400 stóp), Andamanu Środkowego wzgórza Puluga-laka-bang i Boron-tang-da (obydwa po około 1600 stóp wysokości), Andamanu Południowego wzniesienia Koyob (1500 stóp), Harriet (1296 stóp), a wyspy Rutland szczyt Forda (1400 stóp).
Klimat wysp jest gorący i wilgotny, ze wskazaniami termometru pomiędzy 72° a 96°F i średnimi opadami wynoszącymi 150 cali w skali roku. Klimat wysp jest bardzo niezdrowy, podatny na występowanie ognisk malarii wylęgających się wśród licznych bagien namorzynowych i przecinających je cieków wodnych.
Kiedy po raz pierwszy skierowano mnie na Andamany w lutym 1879 roku, niewiele było wiadomo jeszcze na temat krain na północ od rozdzielającej archipelag cieśniny. Po otrzymaniu zarządu nad wyspami w lipcu tego samego roku, pozostałem na nich, to jest na Andamanie Północnym i Środkowym, do grudnia 1880 roku. Od tamtej pory rozpoznanie geograficzne Indii poczyniło znaczne postępy, obejmujące również pełne zmapowanie wspomnianych wysp przez zespół kartografów pod dowództwem kapitana Hobdaya. Chciałbym przy okazji zwrócić uwagę na to, jak wiele wartościowych naturalnych portów można znaleźć w obrębie tych wysp. Ich lokalizacja jest wyjątkowo sprzyjająca w potrzebie czasowego schronienia się przed cyklonami (ponoć okolica wysp ma przy tym wybitnie sprzyjać ich formowaniu), jednakże – wnioskując po ilości wraków statków handlowych które można tam znaleźć – jest to zaleta najwyraźniej ignorowana przez floty kupieckie. Port Cornwallis, na wschodnim wybrzeżu Andamanu Północnego, jest doskonałym portem, umożliwiającym schronieniem na czas monsunów. Podobnie bezpiecznym miejscem jest położona również na wschodzie cieśnina Stewarta, tak samo Port Blair, miejsce lokalizacji kolonii karnej, znowu w tej samej, wschodniej części wybrzeża. Równie dobre cumowiska znajdują się na Andamanie Południowym, są to cieśnina Macphersona czy Portman we wschodniej jego części i port Mouat w części zachodniej wyspy, przy czym wejście do tego ostatniego utrudnia nieco okoliczna rafa koralowa. Oprócz tego porty Campbell, Kwangtung, chociaż niewielkie, są dość dobrze obwarowane przez ląd i oferują dobre schronienie.
Lokalni tubylcy stanowią dla świata nauki obiekt największego zainteresowania. Jest to ludność czarnoskóra, prawdopodobnie w pełni etniczna, spowinowacona z czarnymi ludami Półwyspu Malajskiego. Mieszkańcy Wielkiego Andamanu zostali już opisani w pracach pana Mana, traktującej o rdzennej ludności wysp Andamanu w ogóle, tak więc pozwolę sobie teraz przejść do sedna mojego wystąpienia, to jest wysp Małego Andamanu.
Prócz samego faktu istnienia tej wyspy i o tym, że jest ona zamieszkana przez ludność tubylczą, prawdopodobnie bliską tej zamieszkującej pozostałe części archipelagu, wiedzieliśmy o Andamanie Małym zgoła niewiele. Sytuacja ta zmieniła się w 1867 roku, kiedy to tamtejsi dzicy zaatakowali załogę statku, która przybiła do wyspy w poszukiwaniu drewna. Po tym wydarzeniu wysłano na miejscu karną ekspedycję pod dowództwem pułkownika Much. Ekspedycja wylądowała w południowej części wyspy, po czym stoczyła z tubylcami walkę, której jedynym skutkiem było jedynie utrwalenie ich agresywnego nastawienia wobec przybyszów. Następna wyprawa, zorganizowana w 1873 roku przez generała Sir Donalda Stewarta, miała mieć więc charakter pojednawczy. Po wylądowaniu ekspedycji w okolicy rzeki Jackson, została ona natychmiastowo zaatakowana. Wywiązała się walka, w trakcie której ujęto jednego z rannych tubylców, który zmarł jednak wkrótce po przybyciu na pokład parowca. Kolejna ekspedycja na tę wyspę, tym razem znów karna, pod przywództwem kapitana Wimberley, zakończyła się masakrą birmańskich żeglarzy poszukujących źródła wody pitnej. Lokalni dzikusi otrzymali jednak w zamian porządną nauczkę. Po tych wydarzeniach wyspa pozostała niezbadana do 1880 roku.
Na wyspach Sentinel Północny, Rutland i w dżungli na południe i zachód od Port Blair, żyją plemiona Andamanów, które, będąc na wojnie przeciw całej ludzkości, wydają się być – patrząc na podobieństwo w stosowanej przez nich broni i narzędzi – jednym z odłamów plemion Małego Andamanu. Wszystkie te plemiona zwą się Járawas, a nazwę tę nadano im w początkach osadnictwa kolonialnego. Poczyniłem wszelkie trudy by zawiązać z tymi plemionami przyjazne relacje, w nadziei, że pozwoli mi to zapoznać ludy Małego Andamanu z ich własną pomocą, a zarazem w nadziei na oduczenie plemion zamieszkujących dżunglę w pobliżu tamtejszej osady karnej nawyku strzelania do każdego z osadzonych w niej skazańców którego napotkają na swojej drodze. Mimo to, że przez jakiś czas zamieszkiwałem plemienną dżunglę, a nawet pozwoliłem części tubylców na zamieszkanie w moim domu, wydaje się, że moje starania nie odniosły wówczas żadnego wyraźnego skutku. Wraz z Najwyższym Komisarzem, pułkownikiem T. Cadellem, musieliśmy zadowolić się więc dość częstymi wizytami pojednawczymi na Małym Andamanie, w czasie których, po rozmieszczeniu na wybrzeżu prezentów, byliśmy za każdym razem atakowani. Na domiar złego, lądowanie w każdej części wyspy jest znacznie utrudnione z powodu pływów, a tubylcy podejmowali przebiegłe próby odcięcia nam drogi powrotnej do łodzi po pozostawieniu im podarków. My ze swojej strony nie podejmowaliśmy jednak wobec nich żadnych agresywnych działań. Wizyty te kontynuowaliśmy regularnie do dnia 13 stycznia 1885 roku, kiedy to, w czasie wiosłowania w górę potoku Jackson, grupa ludzi pułkownika Cadella została zaatakowana przez znaczną liczbę dzikusów. Wywiązała się krótka potyczka, w czasie której jako jeńca wzięto jednego z rannych tubylców, który zmarł później na zapalenie płuc w Port Blair. Płynąc dalej wzdłuż Jackson udaliśmy się następnie do Hut Bay, gdzie miała miejsce kolejna potyczka, co pozwoliło nam ostatecznie uznać, że wszyscy okoliczni tubylcy mają wobec nas niezmiennie wrogie zamiary.
W drodze powrotnej do Port Blair zatrzymaliśmy się na wyspach Cinque gdzie natrafiliśmy na grupę Malajów zbierających jadalne ptasie gniazda. Poinformowali nas oni, że duża liczba agresywnych Járawas przebywa obecnie i na tej wyspie. Powróciłem więc do Port Blair, gdzie zwerbowałem kilku ludzi do pomocy. Stoczyliśmy z nimi na Cinque bitwę, w czasie której straciłem jednego z ludzi. Udało nam się pojmać dwudziestu czterech Járawas, z których zabrałem do Port Blair dziewięciu, resztę puszczając wolno. Z ujętych jeden zmarł potem w szpitalu, a pozostałych przetrzymywałem w moim domu gdzie podjąłem próbę zaprzyjaźnienia się z nimi. Podejrzewałem że pochodzili oni z plemienia zamieszkującego wyspę Ruthland, ale w czasie rozmowy w trakcie prezentowania im stacji parowca, okazało się, że pochodzą z Małego Andamanu, skąd wybrali się na Cinque w poszukiwaniu żółwi. W 1885 roku uwolniłem z tej grupy dwójkę mężczyzn i dwójkę kobiet na Małym Andamianie. Obładowałem ich podarkami, a traktowałem dobrze. Trzech mężczyzn, którzy zwali się Tómiti, Tálai i Kogio-Kai, jak i mały chłopiec imieniem Eketi, pozostali ze mną jeszcze do listopada 1885 roku, po czym uwolniłem ich nad potokiem Bumila. Udało mi się odnieść sukces w nawiązaniu z nimi bliższej relacji, jak i nauczyć nieco z ich języka. W mojej opinii było to skutkiem okazanej mi przez nich sympatii, że udało mi się później nawiązać przyjazne relacje z ludem Öngés, jak samych siebie zwą mieszkańcy Małego Andamanu.
Po tych wydarzeniach odwiedzaliśmy wyspę w regularnych odstępach czasu, pozostawiając przy tym prezenty, jednak nikt z Öngés nie wychodził nam na spotkanie. W marcu 1886 roku pułkownik Cadell wysłał mnie samego na pokładzie parowca Ross (niewielka jednostka o długości około 102 stóp) na Mały Andaman, jako że podejrzewano, że moja osoba, zapoznana z miejscowymi takimi jak Tómiti i pozostali, będzie miała większe szanse na nawiązanie kontaktu z miejscowymi. W zatoce Eketi, do której przybyłem jako pierwszej, byłem początkowo straszony przez Öngés, którzy jednak chętnie przyjęli moje podarki. Po spędzeniu kilku dni w okolicy potoku Bumila, trójka znanych mi mężczyzn, Tómiti, Tálai i Kogio-Kai, wyszła w końcu z dżungli w pobliżu mojej cumującej łodzi. Wkrótce dołączył do nich kolejny tuzin tubylców, prosząc o kolejne prezenty i zapewniając mnie, że nie będą więcej do mnie strzelać. Natychmiast wylądowałem więc wśród nich samotnie na brzegu, obdarowałem prezentami, w ciągu kilku dni pozostając z nimi w zażyłych stosunkach. Kapitan Hobday, który w tym czasie był na ukończeniu kartowania wysp Wielkiego Andamanu, niecierpliwił się na triangulację Małego Andamanu i również zajął pozycję na wyspie. Pozostaliśmy na niej przez cały marzec, a wpływ mojej osoby na tubylców pozwolił grupie mierniczych na wyznaczenie dokładnej pozycji wyspy względem Wielkiego Andamanu, jak i wymierzenie jej linii brzegowej między Titaijé a Pálálánkwé. Okazało się, że położenie wyspy na dotychczasowym mapach nawigacyjnych było przesunięte aż o siedem mil za daleko na północ od rzeczywistej jej lokalizacji i że konieczne będzie wykonanie pomiarów całości jej wybrzeża. Wysłano mnie więc na wyspę ponownie w dniu 27 października 1886 roku, z poleceniem przeprowadzenia zwiadu w obrębie całej wyspy, nawiązania trwałych stosunków z tamtejszymi tubylcami i pozostania na niej przez okres trzech miesięcy. Gdyby taka wyprawa miała z założenia zagrażać bezpieczeństwu całej ekspedycji, miałem się na nią wybrać w ramach rekonesansu samotnie. Po przybyciu zorganizowałem swoiste centrum dowodzenia przy ujściu potoku Bumila, gdzie w jego wschodniej części przetrzebiłem część dżungli i założyłem tam obóz. Wynajęty przeze mnie parowiec Ross zakotwiczyłem w ujściu strumienia, naprzeciw obozowiska. Pobliscy Öngés przywitali mnie, a nawet udało mi się kilka razy udać do ich wiosek. Wkrótce po moim przybyciu pogoda zaczęła się psuć, opóźniając znacznie moją pracę, przez co nie byłem w stanie udać się dalej niż do Tókyui. W dniu 15 listopada okolicę nawiedził cyklon, który trwał do 20 dnia tego miesiąca. Wzburzone fale spiętrzały się na przybrzeżnej rafie koralowej, przez co nasz parowiec Ross nie uległ znacznym uszkodzeniom, ale przez trzy dni nie byłem w stanie zejść z jego pokładu do mojego obozowiska na wybrzeżu – no cóż, każdy kto przeżył przejście cyklonu w Zatoce Bengalskiej na pokładzie niewielkiego parowca, wie o czym mówię. Kiedy w końcu udało mi się dotrzeć na brzeg, okazało się, że cała moja wyprawa wiele wycierpiała. Przerzedzona część dżungli znajdowała się teraz około osiemnaście cali pod wodą, a przebywająca tam część grupy badaczy mieszkała na ławach. Zniszczeń było sporo, a podróż przez dżunglę niebezpieczna z uwagi na ilość połamanych drzew. Zginęła znaczna ilość okolicznego ptactwa, a morze wyrzuciło na brzeg znaczną ilość martwych ryb. Öngés przybyli do mojego obozu w poszukiwaniu żywności, bo również oni wycierpieli wiele przez nawałnicę. Kilku z nich zachorowało i zmarło w Tókyui. Po tym sztormie miejsce stało się zbyt niezdrowe do życia, a zatrucie dało się we znaki również moim ludziom, przy czym ja sam do stycznia nie odczułem jego negatywnych objawów.
Z obawy o nastawienie tubylców wobec grupy mierniczych, przejąłem kierownictwo nad kontynuacją rozpoznania wyspy. Pracę zacząłem w punkcie położonym w północnej jej części, który to punkt był zarazem miejscem nawiązania do sieci triangulacyjnej założonej na Wielkim Andamanie, kontynuując zwiad wzdłuż zachodniego wybrzeża. Potok Bumila jest stosunkowo krótki, a jego ujście zablokowane w odległości około pół mili przez rafę koralową, tak więc żadna jednostka większa od łodzi wiosłowej nie jest w stanie nim płynąć. W Tókyui natrafiłem na przyjaźnie nastawionych ludzi, a zarazem odkryłem tam kilka jaskiń w których znalazłem jadalne ptasie gniazda. Potok Jackson, choć większy i dzielący się na dwie odnogi, jest podobnie zablokowany w pobliżu ujścia przez łachę piaskową, która uniemożliwia, zwłaszcza w czasie kiepskiej pogody, wpłynięcie nawet mniejszej łodzi. Ląd wznosi się stopniowo na południe, a cumowanie łodzią staje coraz trudniejsze. Okoliczni Öngés w Eluba Gölögé okazali się zupełnie nieprzyjaźni i przy wyspie Api musiałem zakończyć zwiad, kierując się na powrót do wspomnianego wcześniej punktu na północy, kontynuując badanie tym razem w kierunku wschodnim. Dwa potoki położone na północ i północny wschód mają oba około trzy mile długości, a ich ujście blokują łachy piaskowe i rafa koralowa. Ludzie zamieszkujący Titaijé i Támbe-ébui (była to wioska w której mieszkał Tomiti) przyjęli mnie nad wyraz serdecznie i towarzyszyli w podróży wzdłuż wybrzeża. Potok Téyai, choć wyjątkowo urokliwy i największy na wyspie, także blokuje przy ujściu piaskowy nasyp. W Toi-bálöwé spotkałem kobiety schwytane przeze mnie w 1885 roku. Chyba ucieszyły się na mój widok. Ludzie zamieszkujący południowo-zachodnią część wyspy nie są tak przyjaźnie nastawieni wobec przybyszów jak pozostali, ale mimo wszystko udało mi się z nimi utrzymać pokojowe relacje. Rekonesans zakończyłem na wyspie Api z dniem 7 stycznia 1887 roku, a przeciąg kolejnych dziesięciu dni poświęciłem na utrwalenie więzów przyjaźni które nawiązałem w okolicznych wioskach. Następnie powróciłem do Port Blair. Towarzyszyło mi w podróży trzech wymienionych już przeze mnie wcześniej tubylczych przyjaciół, którzy nauczyli mnie nieco swojego języka, różnego od narzeczy mieszkańców Wielkiego Andamanu. Potem dwukrotnie pojawili się oni jeszcze w Port Blair w asyście innych Öngés którzy chcieli zobaczyć tę osadę.
Północny kraniec wyspy pokrywają w większości bagna namorzynowe i nisko położone pasma piaszczystych gleb, na których tubylcy stawiają swoje chaty. Na zachodzie i południowym zachodzie powierzchnia lądu wznosi się w szereg pomniejszych wzgórz, zbudowanych z grubego piaskowca. Pasmo tych wzniesień kieruje się częściowo zarówno na północ jak i na południe. Jeśli chodzi o drewno, to roślinność przypomina tam z reguły tę porastającą Andaman Południowy, chociaż nie natrafiłem na paduk, jak i rośnie tam stosunkowo niewiele bambusu. Okoliczne skały to z reguły wapienie i piaskowce, ze znacznym udziałem skał koralowych w obrębie wschodniego i południowego wybrzeża wyspy. W jednym miejscu, położonym na południe od zatoki Daogulé, natrafiłem na występ skały magmowej. Nie natrafiłem jednak na żadne użyteczne złoża minerałów. Wyspa ma około 27 mil długości i 15 mil szerokości i otacza ją strzępiasta rafa koralowa. Skarby morza są podobne do tych, na jakie natrafić można na Wielkim Andamanie, obficie występują tu jednak korale z rodziny Tubiporine, głównie Tubipora musica. Żyje tu znaczna liczba diugoni przybrzeżnej oraz żółwi. Na wyspie Sentinel Południowy, oddalonej o 12 mil na zachód od Małego Andamanu, znajduje się prawdopodobnie lęgowisko tych żółwi. Zbudowana jest ona w całości z koralowca, a zasiedlają ją znacznych rozmiarów iguany i krab palmowy, zwany też złodziejem orzechów kokosowych (choć żaden z nich z pewnością nie zamieszkuje tam palm kokosowych z tej prostej przyczyny, że po prostu one tam nie rosną). W czasie złej pogody lądowanie łodzią na Małym Andamanie jest praktycznie niemożliwe, a z uwagi na fale przyboju i nierówne dno wcale łatwiejsze również przy sprzyjających warunkach atmosferycznych. Północne wybrzeże wyspy pokrywają wielkie połacie odosobnionych raf koralowych oraz występy skalne, utrudniające bezpieczną nawigację. Nie wydaje się prawdopodobne, z uwagi na brak dogodnego kotwicowiska oraz stosunkowo niewielką wartość zasobów oferowanych przez tę wyspę, byśmy kiedykolwiek chcieli się na niej osiedlić. Jedyne co pozostało nam tam do zrobienia, po skartowaniu wybrzeża wyspy i wyznaczeniu jej pewnego położenia na mapach nawigacyjnych, to konieczność powstrzymania Öngés od zabijania ewentualnych rozbitków i narzucenia im pokojowego podejścia do przybyszy z zewnątrz, co według mnie, uda się osiągnąć w najbliższym czasie bez większych komplikacji.
Co do ludności tubylczej zamieszkującej wyspę, to według mojej opinii cały Mały Andaman zamieszkują ludzie jednej rasy, którzy zwą siebie Öngés. Dzielą się oni na plemiona, mniej lub więcej związane ze swoimi wioskami, które toczą ze sobą nieustanne spory. Są to ludzie z natury zdrowi, których dotykają dolegliwości zdrowotne w naturze bólów klatki piersiowej, przeziębienia, gorączek i wysypki. Fizjonomia ich porównywalna jest z fizjonomią mieszkańców Wielkiego Andamanu. Różnią ich jednak od mieszkańców Wielkiego Andamanu obyczaje i zachowania, wśród których moją uwagę zwróciły przede wszystkim następujące:
Otóż zamiast budować niewielkie legowiska, stawiają oni wielkie, okrągłe chaty, niektóre osiągające 35 stóp wysokości i 60 stóp średnicy. W chatach tych zamieszkuje kilka rodzin, śpiących na matach charpai splecionych z drewna i trzciny, wyniesionych między 6 a 18 cali ponad grunt. Zachowują większą higienę, szczególnie w utrzymaniu porządku w chatach jak i przy przyrządzaniu potraw, które są zawsze potrawami gotowanymi. Gotują, suszą i przechowują w koszach niewielkie rybki, głównie szproty, a te, zmieszane z gotowanymi nasionami mangrowca zdają się być podstawą ich wyżywienia, uzupełnianą czymkolwiek się da. Ich kanoe, narzędzia, zdobienia czy łuki też różnią się od wytwarzanych przez inne plemiona Andamanu, a ich kobiety – w miejsce okryć z liści – stroją się we frędzle z żółtawego włókna. Nie wcierają w skórę ochry ani nie robią sobie tatuaży, a kobiety nie golą sobie głów na łyso. Zdają się nie być ekspertami w żeglowaniu na kanoe na głębokich wodach, nie polują też z użyciem harpuna na żółwie i diugonie, choć lubią spożywać te pierwsze. Nie wyznają żadnej religii i nie udało mi się dowiedzieć niczego o ich tradycjach czy przesądach, do których wydają się być mniej przywiązani od swoich pobratymców.
Co do ich przewidywanego zachowania wobec rozbitków, uważam, że załogi wraków o rdzennym pochodzeniu nie mogą liczyć na ofiarowanie im życia przez mieszkańców wyspy, a w przypadku Europejczyków, jeśliby rozbili się oni na północnym brzegu wyspy, być może zostaną lepiej potraktowani, ale w żadnym wypadku nie jestem w stanie ręczyć za ich bezpieczeństwo. Załogi statków rzadko kiedy posiadają zmysł dyplomatyczny i z pewnością stawiałyby opór przy próbie ograbienia ich statków, bądź ich samych, przez lokalną ludność, co skutkowałoby finalnie ich zabiciem. Grabież taka nie może być w żaden sposób powstrzymana, co wynika ze zbyt wielkiej pokusy dla dzikich, jakkolwiek nie byliby oni ucywilizowani, a kwestia edukacji Öngés w tej kwestii zajmie jeszcze co najmniej dobre kilka lat.
W dniu 4 marca 1887 roku wyspę odwiedził Najwyższy Komisarz pułkownik Strahan, jako dowódca grupy mierniczych, oddelegowanych na miejsce w celu naniesienia poprawek na poczynione przeze mnie pomiary, jak i ustalenie, metodą obserwacji, północnego i południowego przylądków wyspy. Misja zakończyła się powodzeniem, a sporządzona przeze mnie mapa została zaakceptowana i przekazana mierniczym – zostanie ona rozpowszechniona w katalogu wraz z innymi mapami Indii. Podczas misji miał jednak miejsce pewien incydent, który w dobry sposób obrazuje gwałtowność tubylców. O poranku 9 marca jeden z mierniczych, z grupą ludzi, w skład których wchodziło kilku Andaman jak i trzech tłumaczy, przybiło do wyspy Ingoie pozostawiając na wybrzeżu dwa kanoe wypełnione podarkami dla tubylców. Celem grupy było dokonanie pomiarów wybrzeża w kierunku Ingo-tijálu. Niestety, kanoe osiadły na mieliźnie i zatonęły wraz z ładunkiem. Öngés, choć zawiedzeni tym wydarzeniem, pozwolili jednak na kontynuację prac. Około godziny 4 popołudniu mierniczy przybył na pokład parowca Kwangtung, który cumował w pobliżu Ingo-tijálu. Godzinę później wylądowałem na brzegu wyspy wraz z głównym inżynierem panem Murrayem i pułkownikiem Robertsem z korpusu w Madrasie. Towarzyszyło nam tylko trzech Adaman i nie miałem przy sobie żadnych podarków. Zostaliśmy powitani przez grupę około dwudziestu pięciu tubylców, w tym kobiety i dzieci, z których nikt, za wyjątkiem dwóch mężczyzn uzbrojonych w toporki adze, nie był uzbrojony. Wędrowaliśmy spokojnie wybrzeżem, kiedy jeden z oficerów oddalił się od nas nieco by popatrzeć na ryby, pozostawiając mnie z tyłu rozmawiającego z kilkoma Öngés. Nagle usłyszałem łomot i krzyk pana Murraya „zabili mnie!”. Odwróciłem się i ujrzałem go klęczącego na piasku, pokrytego krwią lejącą się z rany zadanej mu w tył głowy. Stał za nim wysoki Öngé z dużym andze w ręce. Atak był zupełnie niesprowokowany, a wnioskując z obecności kobiet i dzieci, jak i tego, że nikt z Öngés nie był uzbrojony, uznałem atak za niezainicjowany przez grupę, która najwyraźniej nie była zadowolona z przebiegu zdarzeń, jako że wszyscy tubylcy zaczęli szybko oddalać się z miejsca zbrodni. Mężczyzna zapewne uniósł się z powodu braku podarków. Kogio-Kai który był ze mną zawołał do mnie abym zastrzelił jego pobratymca, ale nikt z nas nie posiadał przy sobie broni, tak więc wróciliśmy na pokład Kwangtung zabierając ze sobą pana Murraya w celu opieki nad nim. Po tych wydarzeniach rozdałem broń całej załodze pochodzenia europejskiego i udałem się z nimi na brzeg wyspy dwoma łodziami. Grupą dowodził pułkownik Roberts. Jako że moim celem nie była walka, a jedynie ujęcie napastnika, zabrałem ze sobą Tómitiego, Tálai i Kogio-Kaia, którzy wysiedli na mieliźnie i udali się na rokowania z Öngés przebywającymi na brzegu. Tómiti, po chwili konwersacji z zebranymi, podszedł do poszukiwanego mężczyzny i wyszarpał mu zza pasa andze, po czym wraz z Tálai zawlekli go na pokład łodzi. Zabraliśmy go na pokładzie Kwangtung do Portu Blair, gdzie miał zostać skazany za swój czyn.
Cieszę się, że panu Murray udało się wykaraskać z dość poważnego urazu. Wdzięczność budziło we mnie zachowanie Tómitiego i Tálai którzy ujęli swojego pobratymca.
Jest jeszcze jedna lub dwie sprawy na temat których chciałbym wspomnieć kilka słów. Pierwsza z nich dotyczy samego pochodzenia określenia „Andaman”. Wyspy Andamanu były znane Malajom od około trzech setek lat i były miejscem które regularnie odwiedzali wraz z Arabami w poszukiwaniu jadalnych gniazd ptasich, strzykw i niewolników. Odkryłem że Malajowie nadawali nazwy swoim portom, określając je wszystkie właśnie określeniem Andaman. Kiedy, wraz z kilkoma Andamanami odwiedziłem w 1885 roku Penang, spotkałem tam niejakiego pana Maxwella, dobrze znanego nauczyciela Malajów, który powiedział mi, że Malajowie postrzegają Andaman jako rodzaj małpy wspomnianej w Ramajanie i zwali ich „Orang Hándoumán”, mieszkańcami wysp zwanych przez nich Handoumán. W XVII wieku Hamilton wymieniał Andaman jako niewolników przebywających w Penang, wspominając jednocześnie niezwykłe historie ich handlowych i łupieżczych wypraw na Nikobary. Ktokolwiek zapoznał się w niewielkim nawet stopniu z tym ludem wie jednak dobrze, że jakość ich kanoe i paniczny strach przed utraceniem choćby na chwilę stałęgo lądu z zasięgu wzroku, pozwalają włożyć te opowieści pomiędzy brednie, podobnie zresztą jak historię o handlowaniu przez nich rtęcią z Małego Andamanu. Dokładnie przeszukałem tę wyspę, jak i Wielki Andaman pod kątem występowanie na nich złóż minerałów i nie znalazłem na nich żadnych śladów występowania rtęci. Tubylcy zresztą, po zaprezentowaniu im rtęci, nie mieli żadnego pojęcia o tym, czym może być ta substancja. Wydaje mi się, że Andamany pojawiają się na kartach „Geografii” Ptolemeusza w 127 roku po Chrystusie, pod nazwą Buzakad lub Aginat, ale nie byłem w stanie ustalić kiedy dokładnie nazwano je Andamanami. Chciałbym także podkreślić, mając nadzieję że nie będzie to zbyt pompatyczne, mój podziw wobec zachowania mierniczych pod dowództwem kapitana Hobdaya. Co do merytoryki pomiarów, to nie posiadam kompetencji do wyłożenia o nich opinii, ale wspomnę tylko, że zasłyszałem, iż były to jedne z najdokładniej przeprowadzonych prac geodezyjnych w obrębie całkowicie pokrytego dżunglą obszaru, jakie zostały przeprowadzone do tej pory. Jako osoba odpowiedzialna za nadzór nad tubylcami, spodziewałem się trudności w nawiązaniu z nimi kontaktu, ale wiele w tej materii pomogły osobisty takt i opanowanie kapitana Hobdaya i jego towarzyszy. Biorąc pod uwagę nieustające zagrożenia malarycznej dżungli, ilość zatruć przez które przeszła załoga, chmary pijawek i kleszczy, których każde ugryzienie pozostawiało po sobie trudno gojące się rany, zaskoczyło mnie, że nikt z ekipy nie stracił w którymś momencie pobytu na wyspie panowania nad sobą. Nie doszło do żadnego sprowokowanego konfliktu z rdzenną ludnością, ani do sporów wewnątrz samej grupy – co więcej, doszło do zawarcia kilku aktów przyjaźni pomiędzy mierniczymi a napotkanymi tubylcami.
Podsumowując, chciałbym rzec jedno słowo w obronie moich dzikich towarzyszy, z którymi związany jestem już od kilku lat. Często słyszałem, że kpiono z nich nazywając ich czarnymi jak węgiel karłami, mściwymi i zdradliwymi, pozbawionych rozumu kanibalami. Nie mogę zaprzeczyć, że ich skóra rzeczywiście jest czarna niczym smoła i są prawdopodobnie najczarniejszą z czarnych ras całego świata. Jako że ich średni wzrost przekracza z reguły pięć stóp, nie mogę ich jednak nazwać karłami. Nigdy nie zaznałem z ich strony oznak mściwości i zdrady. Nie są oni też kanibalami – tak przypuszczam – a stwierdzenie to popieram tym, że od czasu założenia w 1858 roku kolonii karnej brak o tym wzmianek, a dodatkowo ich słabe przywiązanie do tradycji i szeroka gama dostępnej im żywności pochodzenia tak lądowego i morskiego, nie wymuszają na nich uciekania się do tego typu praktyk. Co do niskich zdolności intelektualnych, niewiele można znaleźć w tym zarzucie rzeczywistych podstaw. Tak jak wszyscy dzicy, cechuje ich raczej krótkotrwała pamięć i gwałtowny temperament, emocje te jednak opadają w nich równie szybko jak się pojawiają. Sądy nad nimi wyrażane są jedynie w oparciu o relacje cudzoziemców, a nie w oparciu o obserwację ich zachowań wewnątrzplemiennych. Czemu zresztą się dziwić, skoro ich kontakty z obcymi ograniczały się przez lata w znacznej mierze do polowań urządzanych na nich przez Malajów i Arabów. To z tych doświadczeń wynika ich wrodzona niechęć wobec obcokrajowców, jak i chęć zemsty za poniesione krzywdy na Bogu ducha winnych rozbitkach. Wobec siebie tubylcy są troskliwi i uprzejmi, korzystają z większości rzeczy w ramach wspólnoty, kradzież jest u nich praktycznie nieznana, rzadko też kłamią jeden przeciw drugiemu. Zachowując ściśle monogamiczny charakter związków, niewierność małżeńska i podobne występki są u nich niezwykle rzadkie. Pozostają w ariergardzie rozwoju cywilizacyjnego, nie dotyka ich więc żadna z wad rozwiniętych systemów społecznych. Dobrze traktując tych, którzy mają wobec nich uczciwe zamiary, a jako że lokalne władze kolonialne okazują im troskę, tym przychylniej patrzą na białego człowieka. Są pełnymi uroku, radosnymi i opanowanymi towarzyszami podróży po dżungli, pełnymi wigoru i poczucia humoru, lubującymi się szczególnie w zabawnych przytykach. Czas spędzają na polowaniach i tańcu, a ich potrzeby zaspokaja w pełni niewielka ilość dostępnych im przyjemności. Wielu z nich charakteryzuje piękna fizjonomia, jako że brak u nich wydatnych warg, wysokich kości policzkowych i spłaszczonych nosów, tak charakterystycznych dla innych ras negroidalnych, choć jednocześnie ich kobiety cechuje raczej typ urody w rodzaju Wenus z Hottentot. Smutnym musiał być dla nich dzień w którym założono w tej okolicy kolonię karną w Port Blair, jako że osadzeni tu skazańcy przywlekli ze sobą wiele nieznanych im dotąd chorób. Kontakty z obcymi, prócz cierpienia, nie przyniosły tubylcom żadnego pożytku i budzi we mnie smutek to, że tak przyjazna rasa ulega w naszych czasach masowemu wyginięciu. Oszczędźmy tego innym.
Uwagi przed prelekcją:
Przewodniczący (Sir Rutherford Alcock), zapowiadając wystąpienie pana Portmana, powiedział, że artykuł zdaje relację z ekspedycji i pomiarów nieznanej dotąd praktycznie wyspy. Andamany funkcjonowały do tej pory w świadomości Brytyjczyków jedynie jako miejsce zabójstwa hrabiego Mayo, ale niewiele wiedziano o położonych na położonej na południu archipelagu grupie wysp Małego Andamanu. Towarzystwo zawsze chętnie wysłuchuje opartych na faktach relacji o nowych krainach, z ciekawości tego co nieznane i nieoczekiwane. Cook odbył swój rejs w celu obserwacji tranzycji Wenus, a wyprawa ta doprowadziła w efekcie do kolonizacji Australii, Nowej Zelandii i Tasmanii.
Uwagi po prelekcji:
Profesor Flower (Dyrektor Muzeum Historii Naturalnej) powiedział, że nie miał nigdy okazji zobaczyć na własne oczy żywego, rdzennego mieszkańca Andamanu, ale w trakcie swoich badań prowadził studia nad ich kośćmi i czaszkami, tak więc wiedział mniej więcej jaki charakteryzuje ich wzrost i inne proporcje w odniesieniu do pozostałych ras ludzi. Warte uwagi jest to, że Mały Andaman, który z grubsza porównując jest wielkości wyspy Wight, był do czasów zbadania go przez pana Portmana w 1880 roku terytorium praktycznie całkowicie odizolowanym od świata. Tubylcy zamieszkiwali tam od tysięcy lat bez żadnej komunikacji ze światem zewnętrznym, prócz przypadkowych zdarzeń związanych z rozbiciem podróżujących statków u wybrzeży wyspy, których to załogi były zawsze bezlitośnie przez nich mordowane. Największym przywilejem współczesnego geografa i odkrywcy jest możliwość nawiązania pokojowych stosunków z tą rasą, a w efekcie uchylenie rąbka tajemnicy spowijającej te nieznane ludy. Profesor wyraził nadzieję, że w przyszłości pan Portman dostarczy jeszcze większej ilości informacji o wyglądzie, wymiarach, kolorach, zwyczajach i tym podobnych dla tego ludu. Dane te powinny zostać zebrane jak najszybciej, ponieważ nieuniknione będą w ciągu kilkunastu lat zmiany ich obyczajów i postępująca eksterminacja tego ludu. Zmiany na archipelagu postępują bardzo szybko, a sprawy wymian ludnościowych nie ułatwia osadzenie tam blisko 12 tys. skazańców z głębi Indii. Obecność ludu Andaman jest wybitnie ciekawa dla antropologów, ponieważ są oni unikatowym przykładem jednej z odnóg ludzkości która w dawnych czasach musiała zasiedlać teren obejmujący Półwysep Malajski, archipelagi Indii i Nowej Gwinei. Była to rasa niskich ludzi o kędzierzawych włosach i ciemnej karnacji, różna jednak w budowie czaszki od negroidalnych ras Afryki. Dowody na istnienie jakiejś rasy czarnej na terenie Indii były do tej pory wątpliwe, ale można wysnuć hipotezę o pierwotnej, czarnoskórej ludności zamieszkującej ten region, wypartej jednak przez rasę kaukaską i Malajów. Ślady ich historycznej obecności znajduje się w różnych miejscach Indii, a jej pozostałości uwydatniają się jeszcze czasami w ciemnej karnacji i wełnistych włosach niektórych mieszkańców Azji południowej, Filipin i sąsiadujących wysepek. Tylko na wyspach Andamanu rasa ta wciąż może być obserwowana w swojej czysto pierwotnej postaci, bez domieszki innych ludów. Wszelkie informacje na temat tych wysp jak i ich mieszkańców są bezcenne dla współczesnych antropologów.
Przewodniczący dodał następnie, że wszyscy zebrani mają ogromny dług wdzięczności wobec pana Portmana za udzielenie najnowszych informacji na temat tego czarnego ludu. Wydaje się, że rzeczywiście nie zyskał on niczego od cywilizowanego świata. Nie tylko tubylcy są eksterminowani, ale dotknęło ich przy okazji wszelkie zło ze strony ludzi o wiele bardziej występnych niż oni sami.
Ilustracja tytułowa z zasobu serwisu OldMaps Online: https://www.oldmapsonline.org/