Port Royal: o żywiole, który zdetronizował Koronę Karaibów

Obserwując na nocnym niebie kalejdoskop odległych o lata świetlne niezbadanych światów, często zadajemy sobie pytanie: czy doczekamy za naszego życia eksploracji kosmosu? Kolonizacji powierzchni marsa? Albo przynajmniej budowy regularnej bazy badawczej na Księżycu? Z nutą zazdrości zaczytujemy się w opowieściach i faktach o życiu XV i XVI wiecznych konkwistadorów, penetrujących terra incognita Nowego Świata. Niestety „białe plamy” dawno zniknęły już z map. Człowiek dotarł na obydwa bieguny naszej planety i zdobył jej „Dach”. Kwestię nietkniętych jeszcze ludzką stopą połaci ziemi zamknęły ostatecznie zdjęcia lotnicze i satelitarne.

Żyjemy za wcześnie, aby eksplorować kosmos – a za późno, by badać lądy. Gdzie ma więc podziać się współczesny odkrywca? Jaką niezbadaną jeszcze przestrzeń poznawać?

Ocean!

Głębie otaczającego ziemię wszechoceanu skrywają niezliczone elementy żywej i martwej przyrody, efekty bieżącej jak i zamierzchłej działalności człowieka oraz formy ukształtowania terenu. Nie tak dawno badacze z Geological Society of America donieśli o odkryciu na wschód od Australii całej płyty kontynentalnej – nazwanej Zealandią – w około 94% przykrytej przez wody Pacyfiku. Dna mórz i oceanów zaścielają liczne wraki okrętów, podwodne grobowce śmiałków z epoki wielkich odkryć czy ofiar wojen, często widniejące w archiwach pod rubryką „zaginiony”. Wśród pochłoniętych przez morskie tonie wodne tajemnic znajdują się także dawne siedliska ludzkie.

Mówiąc o zaginionych lądach, nie można zapomnieć o legendarnej Atlantydzie. W swojej wielostronicowej pracy „Mundus subterraneus, quo universae denique naturae divitiae” Athanasius Kircher – niemiecki teolog i jezuita żyjący w XVII wieku – opierając się o wzmianki starożytnych egipcjan oraz prace Platona spekulował, że zaginiona kraina mogła być położona w akwenie Oceanu Atlantyckiego.

Ruchy izostatyczne w obrębie basenu Bałtyckiego powstałe w wyniku ustępowania kilka tysięcy lat temu mas lądolodu ostatniego glacjału, pogrążyły wiele śladów pradziejowego osadnictwa wzdłuż południowych wybrzeży tego morza pod wodą. Wyobraźnię rozbudzają też Monumenty Yonaguni – położone w pobliżu niewielkiej japońskiej wyspy masy skalne o wyjątkowo regularnych dla ludzkiego oka kształtach, które budzą skojarzenia z formami wytworzonymi ludzką ręką. Most lądowy Beringera, dzisiaj kilkudziesięciokilometrowa cieśnina rozdzielająca kontynenty Azji i Ameryki Północnej, jest powszechnie przyjmowaną teorią tłumaczącą pojawienie się kilkanaście tysięcy lat temu ludzi na terenie dzisiejszych Ameryk. Na początku tego tysiąclecia dokonano przełomowego odkrycia pod wodami Zatoki Abu Kir, gdzie odkryto zatopiony egipski port – Heraklejon.

Wyjątkowym przykładem zaginionych w czeluściach oceanu miejsc jest też Port Royal – znana z mieszanych opinii XVII-wieczna stolica Jamajki, ważny port handlowy i kryjówka piratów, tragicznie zniszczona przez serię katastrof.

Przed przybyciem na te tereny europejskich zdobywców, karaibskie wyspy, w tym i Jamajka, zamieszkane były przez rdzenną ludność Indian Taino. Trudniący się głównie rolnictwem lud, przybył na wyspy z terenów kontynentalnej Ameryki Południowej około 1100 roku p.n.e. Kiedy na początku XVI wieku na Jamajkę przybyli Hiszpanie, uznali serię położonych na południe od dzisiejszego Kingston wysp za idealną bazę dla przeprowadzania konserwacji okrętów. Zabudowana przez kilka niedużych drewnianych magazynów i domów okolica, została w 1655 roku przejęta przez brytyjczyków. Szybko dostrzegli oni strategiczne walory zatoki, budując w jej obrębie serię fortów. Dobrze strzeżone wybrzeże zapewniało bezpieczeństwo lokującym się chętnie w rozrastającym się Port Royal kupcom, specjalizującym się w handlu niewolnikami, cukrem i innymi towarami z Nowego Świata nieznanymi w Europie. O bogactwie miasta świadczyła murowana zabudowa wielopiętrowych budynków czy powszechne stosowanie monety w miejsce popularnego wśród morskich handlarzy barteru. Miasto chętnie odwiedzali artyści, znani kapitanowie i sławni awanturnicy. Miejski budżet stale zasilany był strumieniem złota pochodzącego z korsarskich wypadów na hiszpańskie, holenderskie i francuskie okręty. W 1683 roku, miejscowy prawnik Francis Hanson pisał o Port Royal jako „Klejnocie Indii Zachodnich”, miejscu bogatszym w złoto i klejnoty od samej stolicy Królestwa – Londynu.

Zaledwie kilkudziesięcioletni zawrotny rozwój słynnego karaibskiego ośrodka handlowego zakończyło trzęsienie ziemi w dniu 7 czerwca 1692 roku, które na wieki pogrzebało ten karaibski port w czeluściach morza. Wydarzenia tamtego dnia zostały opisane przez kilku świadków, a wspominano o nim jeszcze przez długie dziesięciolecia w różnych pismach. Jednym z nich było „The Gentleman’s Magazine”. W drugiej części tomu nr. 58 z 1785 roku ukazał się krótki artykuł, który w ramach treningu trzymania w ryzach mojej znajomości tego obcego języka, pozwoliłem sobie przetłumaczyć i zamieszczam poniżej.

Panie Urban

 

Przesyłam Panu coś, co wielu z czytelników uzna za ciekawostkę: dokładny plan dawnego Port Royal na Jamajce, w stanie w jakim przedstawiało się to miasto przed tragiczną katastrofą w 1692 roku, załączając dodatkowo ekstrakt z niezwykle cennej historii wyspy autorstwa pana Longa.

 

Opiszę teraz – zaczyna ten znakomity pisarz – nieszczęśliwe zrządzenie losu które dotknęło to miasto. Najpierw jednak, co nie wydaje mi się niewłaściwym, napomknę o stanie jaki prezentowało ono na początku nieszczęsnego 1692 roku. Zamieszkane było w tamtym czasie przez około 3500 osób i zabudowane przez około 2000 obiektów, z których większość stanowiły murowane, kilkupiętrowe budowle, o fundamentach osadzonych w nadbrzeżnych piaszczystych łachach. Fort, obsadzony wtedy przez 60 stanowisk artyleryjskich, oraz pozostałe domy postawione były na skalnym podłożu półwyspu. W dniu siódmego czerwca 1692 roku, pomiędzy godziną jedenastą a południem, zaczęło się straszliwe trzęsienie ziemi, które w przeciągu dwóch minut spowodowało ogromne zniszczenia. Wszystkie położone na wybrzeżu główne ulice natychmiastowo zapadły się pod wodę razem z przebywającymi na nich ludźmi. Wkrótce potem nadciągnęła wielka fala wody, zakrywając sobą wspomniane pobojowisko. Nie mniej niż 1600 osób zostało wciągnięte przez wodną otchłań lub rozrzucone bezwładnie wśród gruzów. Wiele z ulic znalazło się kilka sążni pod wodą, która sięgała ostatnich pięter najwyższych z budynków. Ilość zaginionych tego dnia białej i czarnej rasy mieszkańców oszacowano na około 2000 w samym tylko mieście. Port przedstawiał sobą widok podobny do sztormowego. Ogromne fale przemieszczały się z ogromną siłą, niszcząc okrętowy takielunek, zrywając wiele statków z kotwic i rzucając jedne jednostki o drugie. Jedna z nich, fregata Swan, którą położono na burcie w celu konserwacji, przepchnięta została siłą ponad dachami zatopionych budynków i zrywając je ocaliła być może życie części z ich mieszkańców. Jedynie fort i około 200 domów nie doznało szkody. Wąskie gardło mierzei, około ćwierćmilowy fragment terenu łączący miasto z resztą wyspy, pogrążył się w większości w wodzie wraz ze stojącymi w jego obrębie budowlami. Masa wody siłą przecisnęła się przez wzgórze Saltpond, wytryskując licznymi strumieniami na jego stokach, sięgającymi wysokości dwudziestu, czasem trzydziestu stóp ponad jego podstawę. Woda wylewała się ze wzniesienia jeszcze przez wiele godzin. Wzgórza po obydwu stronach trasy rzecznej, od wysokości miasta Spanish-Town do Sixteen-Mile-Walk, osunęły się do koryta powodując przestój komunikacji rzecznej na długi czas. Większa część wzgórza w St. David osunęła się, całkowicie grzebiąc leżące u jej stóp plantacje. Pozostała w miejscu wzgórza naga skała, z której osunęły się warstwy ziemi, stanowi teraz widoczne z daleka świadectwo katastrofalnego dnia.

 

Nie mniejsze były skutki katastrofy w górskiej okolicy. Część osób twierdziła, że większość ze wzniesień zapadła się. Inni, że i cała wyspa wydaje się być podtopiona, jako że wiele ze studni w Liguanea wymaga kilku stóp liny mniej do zaczerpnięcia wody wiadrem. Jakkolwiek, bardziej zasadnym wydaje się, że stan ten jest wynikiem podniesienia się poziomu wody w wyniku zmian jakie groźne wypadki zaprowadziły wśród źródeł. Po stronie północnej zatoki, ponad 1000 akrów ziemi zostało zatopionych wraz z 13 osobami. Żaden dom nie ostał się przy Passage Fort, tylko jeden w Liguanea, zniszczeniu uległa większość krajowych plantacji, podobnie jak w St. Jago de la Vega, z wyjątkiem posiadłości hiszpańskich. W trakcie wstrząsów, które w mniejszym stopniu nieustannie trwały bez dłuższych przerw przez kilka kolejnych tygodni, z licznych szczelin w piaszczystej ziemi w porcie wydobywały się niezwykle cuchnące opary. Niebo nabrało przyćmionej czerwonej barwy, co było efektem tych wyziewów. Klimat stał się o wiele bardziej gorący niż przed katastrofą, a mieszkańcy miasta zostali zaatakowali przez roje moskitów wprawiające w osłupienie swoją wielkością. Piękno żywego górskiego krajobrazu zamieniło się w ponury, poszarpany i ogołocony widok.

 

Po tych wydarzeniach, wielu z mieszkańców którzy przetrwali zniszczenie Port Royal, przeniosło się na tereny Linguanea na których zlokalizowane jest Kingston. Skryli się tu w marnych chatkach, które nie mogły ich ochronić nawet przed deszczem. Mimo więc dostatecznych zapasów i lekarstw, zostali wkrótce zdziesiątkowani przez zgubną gorączkę. Powietrze, zatrute niezdrowymi oparami które towarzyszyły terrorowi niedawnych wydarzeń i udręka którą spowodowały, doprowadziły do powszechnej epidemii której udało się uniknąć niewielu mieszkańcom wyspy. W samym tylko Kingston zmarło nie mniej niż 3000 osób. W ciągu jednego miesiąca wykopywano 500 grobów, w których składano po dwa lub trzy ciała naraz. Co przedstawiało jeszcze bardziej przeraźliwy widok to ciała, które po zaginięciu w trakcie katastrofy w Port Royal, wypływały później setkami na zatoce wędrując od brzegu do brzegu. W ten oto sposób zakończyła się chwała Port Royal, a wraz z nią statystyki stanowiące o jego sile. W następnym roku utworzono zgromadzenie, które rozważało możliwość odbudowy miasta z którego ocalał fort oraz część budowli, jako miejsca bardzo dogodnego dla prowadzenia handlu i o licznych walorach obronnych. Najpierw jednak postanowili okazać głęboki szacunek dla wydarzeń pamiętnego dnia katastrofy, ogłaszając dla potomnych każdy siódmy czerwca jako postny dzień świadectwa boskiego gniewu, który wciąż jest tutaj obchodzony i takim powinien pozostać. Teren po południowej stronie miasta osiadł na tyle nisko, że obawiano się zbyt intensywnego wdzierania morza w jego obszarze, co mogło zagrozić położonym tam budowlom. Ustalono, że właściciele pierwotnie zabudowanego terenu których domy zostały zniszczone przez trzęsienie ziemi, powinni je odbudować. W przeciwnym wypadku parcele miałyby zostać wyprzedane według uczciwie oszacowanej stawki, a uzyskane w ten sposób pieniądze przekazane jako rekompensata. Ustalono także prowizję w pewnej wysokości, środki z której miały zostać przeznaczone na naprawę umocnień i opasek brzegowych powstrzymujących niszczycielską działalność morza. Urzędnik skarbowy, sekretarz oraz oficerowie portowi, zostali zobowiązani do utrzymania swoich siedzib na miejscu, we własnej osobie lub przez zastępców, jak miało to miejsce do tej pory.

 

Z biegiem czasu, kiedy strach po wydarzeniach zaczął zanikać, miasto rozrosło się o nowe budynki a liczba jego mieszkańców zaczęła się zwiększać, mimo tego, że miejsce to daleko odbiegało od czasów swojej świetności. Stan ten trwał do 1703 roku, kiedy zostało ono ponownie zniszczone. Straszliwy pożar, który wybuchł pewnego dnia na terenie magazynów i rozprzestrzenił szeroko w krótkim czasie, zamienił większość budynków w popiół.

 

Znaczenie Port Royal spadło w tym czasie do niewielkich rozmiarów, chociaż miasto nie zostało całkowicie opuszczone. Zrządzenie opatrzności chciało jednak, aby nigdy już nie powróciło ono do swojego dawnego splendoru. Co nie zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi i ocalało z późniejszej pożogi, w dniu 28 października 1722 roku ostatecznie zmiótł huragan.

 

M.N.

Mr.

Wspomniany na końcu huragan nie był jedynym jaki nawiedził tę okolicę. Huragany nawiedzają Karaiby nieustannie, mniej więcej co kilka lat uderzając z większą niż zazwyczaj niszczycielską zawziętością. Destrukcyjne burze przeszły powtarzającą się co kilka/kilkanaście lat pierwszej połowy XVIII wieku serią nad tą częścią Jamajki. W 1750 roku w miasteczku wybuchł kolejny pożar, a w 1774 roku okolicę ponownie zniszczył huragan. Odbudowane po raz n-ty Port Royal zamieniło się w stertę popiołu w 1815 roku. Na dodatek, w połowie XIX wieku, na wyspie wybuchła kolejna dziesiątkująca ludność epidemia cholery. Poważne trzęsienie ziemi za którym podążyło niewielkie tsunami, jeszcze raz wstrząsnęło Jamajką w styczniu 1907 roku, uszkadzając praktycznie wszystkie budynki w Kingston i okolicy. Ciekawą pozostałością po ostatnim trzęsieniu ziemi jest tzw. „Giddy House” (co dosłownie przetłumaczyć można z angielskiego jako „roztrzepany dom”) – postawiony w 1880 przy Fort Charles magazyn amunicji, który częściowo zapadł się w jego wyniku w piaszczyste podłoże.

Jakakolwiek siła wyższa postanowiła zrównać to ociekające rozpustą siedlisko kupców, handlarzy niewolników i wszelkiej maści morskich awanturników i degeneratów, była najwidoczniej uparta w swoim postanowieniu. Tak samo jak nieustannie powracający tam ludzie, którzy wciąż zamieszkują to miejsce. Mimo regularnych katastrof, Port Royal służył przez cały okres XVIII i XIX wieku jako baza morska Królewskiej Marynarki Wojennej, a port został przystosowany do obsługi transatlantyckich rejsów. Marynarka wraz ze swoimi inwestycjami na dobre wycofała się z tych terenów dopiero w 1905 roku.

Pomimo tego, że część dawnego miasta pozostała na powierzchni, w wyniku wielu katastrof które przeszły nad Jamajką od czasu feralnego trzęsienia ziemi oraz wielokrotnej jego przebudowy praktycznie od zera, powierzchniowe badania wykopaliskowe nie dostarczają wielu informacji z tamtego okresu. Większość sekretów dawnego Port Royal skrywa się pod wodą.

Pierwsze nowożytne badania archeologiczne w obrębie dawnego Port Royal przeprowadzono pod koniec lat 50. i na początku lat 60. XX wieku. Badania objęły wtedy niewielkie skrawki terenu w okolicy dawnego Magazynu Królewskiego oraz dookoła istniejącego do dzisiaj Fort Charles. W drugiej połowie lat 60. Robert Mam przeprowadził prace wykopaliskowe wzdłuż zachodniego wybrzeża miasta, gdzie zlokalizowano położenie targu mięsnego i rybnego, dwóch tawern oraz szczątków trzech okrętów. Kolejna dekada to badania przeprowadzone w obrębie zabudowy niżej sytuowanych społecznie mieszkańców miasta, które dostarczyły sporej ilości niewielkich artefaktów i szczegółów architektonicznych zabudowy tej części portu.

Największy zasób informacji przyniosły jednak badania prowadzone od 1981 do 1990 roku w ramach programu archeologii podwodnej Uniwersytetu w Teksasie. Podwodne badania archeologiczne przeprowadzono w obrębie głównych, najbogatszych zatopionych ulic dawnego brytyjskiego portu. Dokładniej zbadano wówczas pięć większych zatopionych budowli, wśród których zidentyfikowano między innymi mieszkalną kamienicę, pracownie snycerza, cieśli, jatkę, tawernę oraz magazyn. Niezwykłymi odkryciami były kredens z wciąż ułożonymi w stosy cynowymi talerzami, liczne nieodkorkowane butelki z alkoholem, czy w pełni wyposażona kuchnia. Duże wrażenie zrobiły także ruiny jednego z budynków, w którego zdemolowanym wnętrzu znaleziono szczątki statku, prawdopodobnie wbitego w jego front przez falę tsunami.

 

W trakcie przeprowadzonych w 1960 roku prac archeologicznych, pośród różnej maści codziennego użytku bibelotów, z dna morza wyciągnięto także kieszonkowy zegarek. Znalezione w pobliżu ruin Fort James dzieło francuskiego zegarmistrza zamieszkałego na terenie Niderlandów, zatrzymało swoje wskazówki na godzinie 11:43. Jeśli fakt ten był wynikiem uszkodzenia mechanizmu przez katastrofę (w końcu zegarek mógł równie dobrze być zepsuty/nienakręcony na długo przed trzęsieniem ziemi), to być może znamy datę katastrofy nie z dokładnością do dnia – ale aż do minut?

Położone na aktywnym tektonicznie niewielkim półwyspie, modelowanym dodatkowo przez niszczącą działalność procesów brzegowych, miasteczko wielokrotnie zmieniało swoją powierzchnię i kształt wybrzeża. Różnice te bardzo dobrze widać po nałożeniu na siebie obrazu z mapy zamieszczonej w „The Gentleman’s Magazine” na stan współczesny. Operacja taka nie jest jednak prosta, ze względu na bardzo odmienny od dawnego przebieg ulic i położenie budynków. Dobrym punktem zaczepienia dla georeferencji jest majdan fortu Charles. Z grubsza prezentuje się to w ten sposób:

źródło: Opracowanie własne na podkładzie warstwy OpenStreetMap na podstawie: plan Port Royal w: The Gentleman’s Magazine, t. 58, F. Jeffries, 1785; w: zbiory Uniwersytetu w Chicago, digitalizacja 3.12.2012; dostęp online: 21.11.2017 r.

Pierwsze co rzuca się w oczy po nałożeniu na siebie tych warstw, to znaczne zwiększenie powierzchni mierzei od strony wschodniej i południowej. Jest to wynik procesów akumulacyjnych, zachodzących w wyniku nanoszenia osadów przez lokalne odnogi prądów morskich (od strony południowej Jamajkę opływa ciepły Prąd Karaibski). Najwyraźniej widać to na przykładzie pamiętającej zamierzchłe czasy zabudowy. Znajdujący się pierwotnie przy samym wybrzeżu Fort Charles, dzisiaj położony jest w głębi półwyspu. Niewielkim zmianom uległo północne, zatopione w wyniku kataklizmu, wybrzeże.

W miejscu które dawniej było jednym z najważniejszych karaibskich portów, dzisiaj położone jest niewielkie miasteczko, można powiedzieć przysiółek oddalonej o ponad 20 kilometrów stolicy Jamajki – Kingston. Panorama dzisiejszego Port Royal to kilka budynków usługowych: nieduże lotnisko, szpital, kościół oraz kilka sklepów. Zamieszkiwane jest przez około dwa tysiące osób trudniących się głównie rybołówstwem. Od 1999 roku podejmuje się próby przekształcenia wioski w ośrodek turystyczno-usługowy obsługujący statki pasażerskie i wycieczkowce, wykorzystując unikatowe w światowej skali dziedzictwo archeologiczne tego miejsca jako magnes na turystów (oraz ich portfele). Tak długo jak w fantazji ludzkiej obraz pirata będzie przedstawiał się jako oblicze uśmiechniętego kuternogi z hakiem zamiast dłoni, jak długo kreować go będą sceny filmowe z udziałem „Jacka Wróbla” a także bujna wyobraźnia pisarzy i muzyków, tak długo ten plan ma szansę się udać. Odpowiednio zagospodarowane, rozległe stanowisko z końca XVII wieku, jest prawdziwą kapsułą czasu pozwalającą nam przenieść się w zakonserwowane w słonej wodzie mury pirackiego miasta.

Przypadek zatopionej stolicy piratów niestety nie doczekał się jeszcze solidnego opracowania w języku polskim. Zainteresowani tematem skazani są na źródła w języku angielskim, z których najciekawsze oraz te z których korzystałem w trakcie pisania tego posta, umieściłem w przypisach na końcu.

Piotr Burczy

Wybrane źródła, użyte przeze mnie w trakcie pisania tego artykułu


  1. http://nautarch.tamu.edu/portroyal/
  2. http://whc.unesco.org/en/tentativelists/5430/
  3. https://en.wikipedia.org/wiki/Port_Royal

Obrazek wyróżniający: Fragment mapy przedstawiającej Port Royal, Kingston oraz inne mniejsze  przystanie w okolicy – 1774 rok. Źródło: Wellcome Library, London [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], via Wikimedia Commons.